Sayonara yestarday ~ Czyli pożegnań czas

„Don’t overwork yourself”, so you said,

wrapped your arms around me, and laughed

„Is it okay for me to cry just a little”?

My tears were filled with emotion

~ Romeo x Juliet – 2nd ending „Sayonara yesterday”

 

Och tak, ta piosenka wprawiła mnie w idealny humor na pożegnanie się wreszcie z moich ukochanym, pierwszym dziełem.

W ciągu roku zaczęłam tą historię i zamknęłam w 47 rozdziałach. Tylko rok! A tak wiele wyskrobanych słów, literek, spacji i kropek.

Wracam teraz mimowolnie z uśmiechem na ustach do początków pisania. Jak to szło? No tak …

Zakochałam się w postaci Hinaty, która była tak słodka, niewinna, silna i nieśmiała jednocześnie, że nie mogłam jej nie polubić.

Do tego wszystkiego doszedł mały, czerwonowłosy Gaara, przy którego wspomnieniach wylałam trzy szklanki łez.

Dopiero z czasem zrozumiałam, że obie te postacie z m&a Naruto połączone razem odzwierciedlają w jakimś stopniu mnie samą. Jako Hinata – dziewczyna o wielu sprzecznościach i jako Gaara – po swoich własnych doświadczeniach i przejściach. Chyba dlatego tak ich pokochałam.

Dużo osób tu nie zostało, ale chcę podziękować każdemu, kto przewinął się przez tego bloga. Każde jedno wasze słowo dodawało mi pewności siebie, radości. Każda jedna aprobata i krytyka wiała z wiatrem w moje malutkie skrzydła, wystawiając je na próbę i zachęcając do lotu.

Nie byłoby tego bloga, gdyby nie Neko-chan. To ona w daaaawnych, dobrych czasach zachęciła mnie do jego założenia. I za to jej dziękuję ^^

Dziękuję mojej najdroższej Senpai, na punkcie której opowiadań wręcz oszalałam. Dzięki temu blogowi mogłam ją poznać. I choć chwiejna z początku to była relacja ( oj tak, tak xD ) to cieszę się, z każdej jednej rozmowy, dziękuję za każdy śmiech, każde wspomnienie i wsparcie. Każdą poświęconą dla mnie chwilę.

Ogromne Ariagto kieruję do każdego, kto był tu choć raz, a więc:

Samael <3

Sylwia <3

Hinacia <3

Martyna <3

Ayanami <3

Wiktoria <3

Mija001 <3

Yuri <3

Akane <3

Kizumi <3

Shinigami <3

ulunia11 <3

Konrad <3

Radosław <3

Robert <3

Przemysław <3

Kamil <3

Kareena <3

Michał <3

Catalin <3

Marcin <3

Kotori-czan <3

Tomasz <3

Kamil <3

Dawid <3

Krzysztof <3

Namida <3

Pisałam w losowej kolejności, więc nie bijcie :D

Trochę mi głupio chłopakom wstawiać te serduszka, ale sami rozumiecie, chcę się należycie ze wszystkimi pożegnać ^^

No nie oszukujmy się, czytając wasze komentarze miałam tak szczery uśmiech na twarzy jak nigdy.

Jeju … tylko rok, tyle słów w tej historii …

Tak wiele bym chciała zmienić. W stylu pisania, w biegu historii, zachowaniach bohaterów.

Gdybym od początku to przemyślała i pisała tak jak chciałam … To mogłoby być naprawdę coś.

Mimo to, nie chcę zmieniać treści nawet tych najgorszych postów. To jest właśnie ta wielka chaotyczna plątanina bohaterów, wątków i tysiąca pomysłów. Taką ją stworzyłam i taką ją kocham.

Ach, te feelsy, zaraz się popłaczę chyba xD

No cóż. To chyba na tyle. Nie zostaje mi nic innego jak ostatnie

ARIGATO <3

Zapraszam również tych co wytrwali do końca, na moje nowe dzieła. Kuleją  one jeszcze, kwilą i płaczą, ale trochę minie, zanim się dobrze nauczę pisać w takim stylu. No cóż, może ktoś zajrzy. Tutaj podaję link do mojego konta w google+


https://plus.google.com/u/0/114817812549245080526/posts

Informuję na nim na bieżąco o kolejnych wpisach na moich kolejnych 3 blogach. Jeśli ktoś polubił mój styl, lub chociaż moją skrobną osóbkę, to zapraszam ^^

No to żegnaj mój ukochany blogu.

Żegnaj czytelniku.

Do zobaczenia jutro.

Sayonara yesterday

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Gaara ~ Hinata ~ Epilog

 

Prawdziwa miłość rodzi się najpierw w duszy, na długo przed spotkaniem ciał. 

Ceń ją ty, który zostałeś obdarzony, ponad wszystko inne. Ona przetrwa nawet wtedy, gdy cały świat pochłonie mrok. Jaśnieć będzie w tej ciemności, jako światło, kreślące Twoją drogę na pochyłych wybojach życia. 

 

~~ * ~~ * ~~ * ~~ *

„Hinata … nie ważne jest to co nas czeka. Choćbyś nie wiem jak straszną rzecz zrobiła …  Choćbyś się mnie wypierała i wyrzekała … Choćby cały świat cię nienawidził … Choćbyś miała mnie znienawidzić … Choćby miało mnie to zniszczyć … 

       Nawet gdybym miał za to przypłacić życiem …

Zawsze będę przy tobie

Więc nie martw się 

Nie ma rzeczy, która mogłoby nas rozdzielić 

Od czasu, gdy moja matka usłyszała te słowa od Piątego Kazekage minęło już wiele lat. 

Po zakończeniu zawartej w przepowiedniach wojny ich dusze i ciała spotkały się ponownie wiele miesięcy później, by pozostać razem, już na zawsze. Przynajmniej tego właśnie pragnęli.

Czas mijał. Ich szczęście przeplecione kolejnymi bojami o pokój i poświęceniem jeszcze ciaśniej zaplatały łączące ich więzi. Miłość narastała w nich z każdym jednym spędzonym wspólnie dniem, choć pewni byli, że bardziej kochać już nie można. Owocami tego pięknego uczucia jestem ja i moje młodsze rodzeństwo.

Przyszłam na świat trzy lata po pamiętnym święcie Kwitnących Wiśni, gdy rodzice znów się spotkali.

Powracając do wspomnień pamiętam, jak bardzo szczęśliwi byliśmy razem. Miłości łączącej ich dwoje zapewne nigdy nie doświadczy nikt inny. Była zbyt wielka i szczera. Zbyt niepowtarzalna. Pieczętując ją mną – małą dziewczynką o szkarłatnych włosach i perłowych oczach – przenieśli swe uczucia również na mnie. Nasze szczęście było piękne i niepodważalne. 

Dopóki nie nastał ten chłodny, zimowy dzień, kiedy po raz pierwszy w historii świata shinobi w Sunie spadł śnieg.

Mama leżała na wielkim łożu w sypialni rodziców. Przez otwarte okno wpadł do pokoju zimny wiatr, szarpiąc zasłonami, skrywającymi jej oblicze. Miałam wówczas siedem lat. Podeszłam powoli i odgarnęłam dłońmi firany. Długie, czarne włosy mamy rozsypane były po aksamitnym materiale, którym była przykryta i składały się na podłodze. 

Pierwszy raz oczy mamy się nie śmiały. Ich wesoły blask był przygaszony, a porcelanowa skóra wydawała się chorobliwie blada. Uważając podczołgałam się do niej i wsunęłam pod przyjemny materiał.

-- Dlaczego jesteś smutna? – zapytałam, wtulając się w jej zadziwiająco chłodne ciało.

Drgnęła, jakby dopiero teraz mnie dostrzegła. Oplotła mnie ramieniem i wtuliła twarz w moje włosy.

- Och kochanie … Moja słodka, przepiękna córeczko. Ushio … – przyłożyła dłoń do mego policzka i spojrzała na mnie – Jesteś taka podobna do ojca. Mimo, że posiadłaś oczy klanu Hyuga – jej oczy wypełniła przygaszona miłość – Jesteś moim największym szczęściem.

-- Mamusiu? – moje oczy zaszkliły się, wyczuwając głęboki smutek w jej głosie.

- Nie martw się maleńka – ucałowała mnie w czoło – nie pozwolę, by po raz kolejny przeznaczenie unieszczęśliwiło osoby, które kocham. Opowiedzieć ci pewną historię? – zapytała z bladym uśmiechem.

Wtuliłam się w nią wygodniej i czując pod głową znajome bicie serca, kiwnęłam głową.

-- Dawno temu – zaczęła opowieść, gładząc mnie po włosach – Żyły sobie dwa piękne ptaki. Od dnia narodzin bardzo różniły się od swoich rodzin. Były słabe i nikt ich nie chciał w swoim gnieździe. Oba więc w końcu wyfrunęły ze swoich domów, aż w końcu przypadkiem się spotkały. Mimo wielu trudności losu, oba ptaki zakochały się  i dawały sobie nawzajem siłę. Niestety, cena ich miłości była bardzo wielka. W dawnej przeszłości rzucono na nie urok, według którego nie powinny one być nigdy razem. Dlatego za swoje szczęście, musiały w końcu zapłacić. Jednak los nie chciał już, by to oni pokutowali za swe czyny. Obrał sobie za cel kogoś cenniejszego, niż siebie nawzajem – głos mamy załamał się lekko, a w jej oczach znowu dostrzegłam łzy.

-- A co mogło być dla nich gorsze, niż stracenie siebie nawzajem? – zapytałam cichutkim głosem, walcząc z ogarniającą sennością.

-- Ich małe dziecko kochanie – westchnęła smutno – Dlatego ptaki przestały wtedy śpiewać swoje pieśni, a cały świat pogrążył się w rozpaczy …

Będąc jeszcze na skraju świadomości usłyszałam, jak otwierają się drzwi. Ciche kroki stawiane na lawendowych panelach podniosły się cichym echem po pokoju, a wtedy poczułam jak pierś mamy drży od wstrzymywanego szlochu.

-- Gaara – zapłakała cicho – Co my teraz zrobimy? Nie możemy ich skazywać na to, co spotkało kiedyś nas. Nie możemy ich pozostawiać na pastwę samotności.

Łóżko zapadło się po mojej prawej stronie i wtedy poczułam, jak obejmują nas silne ramiona taty. Jego ciepłe wargi musnęły mój policzek. Poczułam, jak nakrył moją dłoń spoczywającą na brzuchu mamy swoją dużą i ciepłą.

- Wezwałem Tsunade – powiedział cicho, gładząc ją kciukiem po policzku – Nie martw się, na pewno wszystko będzie dobrze. Z pewnością istnieje jakiś sposób na załamanie przepowiedni. Jak się czujesz? – zapytał z troską w głosie.

- Bywało lepiej – mama zaśmiała się słabo – zaczynam je czuć Gaara. Nie tylko ich ruchy i serca … czuję ich chakre – wyraźnie posmutniała – Jest przerażająca. O ile ta Ushio promieniuje blaskiem i światłem, w tej maleńkiej dwójce wyczuwam wyłącznie mrok – wyznała drżącym, płaczliwym głosem – Och, dlaczego to muszą być oni? – poczułam, jak jej łzy spływają na moje policzki.

- Błagam cię, nie płacz – tata ciaśniej otulił nas ramionami – Przysięgam ci Hinata …

Dalsze ich słowa utonęły w przyjemnym błękicie, który otulił mnie wraz ze snem.

Od tego dnia, cała radość zniknęła. Mama słabła coraz bardziej i nie wychodziła z pokoju. Tata wciąż zajęty rolą Kazekage spędzał z nami tylko wieczory i noce. Zdana byłam na siebie. Całymi dniami przesiadywałam w dojo i uczyłam się wyjątkowo trudnych i wymagających technik.

Aż w końcu nadszedł dzień, w którym w Sunie po raz pierwszy spadł śnieg. 

Siedziałam sama w moim dojo. W całym domu panował wielki zamęt i chaos, medycy wciąż biegali tam i z powrotem. Tylko tutaj mogłam doświadczyć spokoju. Wsłuchiwałam się w wyjący za trzcinowymi drzwiami, zimowy wiatr. Bardzo chciałam choć raz zobaczyć śnieg, lecz nigdy nie występował on w tej części kraju. 

Nagle ze zdumieniem stwierdziłam, że zaległa cisza. Zbyt wielka, by wszystko mogło być w porządku. 

 Z obawą rozsunęłam drzwi i wyszłam na spowite wieczornym mrokiem korytarze. Z narastającym strachem ruszyłam po schodach. Przemykałam niczym cień przez całą posiadłość, aż w końcu dotarłam do sypialni rodziców. Zanim moja dłoń dotknęła drzwi, ze środka dobiegł mnie płacz.

Ręce drżały mi niekontrolowanie. Zacisnęłam je w pięści i pchnęłam mocno drzwi, wpadając do pokoju. Uderzyła mnie rozpacz i żal, unoszące się w powietrzu. Pomieszczenie zdawało się ciemnieć w okolicach łóżka, na którym niezmiennie spoczywała mama. Tata nachylał sie przyciskając swoje czoło do jej własnego. Jego płaszcz Kazekage leżał na podłodze przy łóżku. 

Podeszłam bliżej i stanęłam przy aksamitnej pościeli. Moje serce zatrzymało się widząc po raz pierwszy rozpacz wymalowaną na twarzy ojca. Lśniące łzy wypływały z jego oczu jedna za drugą, skapując na blade policzki czarnowłosej piękności. Tak … była piękna. Z białą cerą, zamkniętymi oczami i delikatnym uśmiechem zdobiącym wiśniowe usta. Mama spała. Zrozumiałam, że już się nie obudzi. 

Nie byłam w stanie zareagować. Nieprzytomnie skierowałam się w stronę pobliskiego pokoju, do którego prowadził łuk w ścianie. Ten pokój zdawał się być jaśniejszy. Wśród śnieżnych, wymalowanych w piękne kwiaty ścian dostrzegłam na środku dużą kołyskę. Kiwała się ona z jednej strony na drugą, popychana wiatrem, który mimo zamkniętego okna odbijał się od ścian pokoju.

Podchodziłam coraz bliżej z mocno bijącym sercem i krwią zamarzającą w żyłach. Z mojego gardła wyrwał się nagle głośny szloch, gdy dostrzegłam dwa maleńkie zawiniątka, kwilące cicho do siebie. Odsunęłam jedwabne prześcieradła, by lepiej im się przyjrzeć. Bliźniaki. Chłopiec i dziewczynka. Oboje mieli rysy twarzy niemal identyczne jak mama. Z moich ust wyrwał się cichy krzyk, gdy dostrzegłam na ich ramionach dwa wymalowane ptaki. Feniksa i Kruka. Były niemal identycznie wypalone jak klucz na moich plecach, o którym rodzice nigdy nie wspominali. Dotknęłam ich maleńkich rączek.

Świat przestał w tej chwili dla mnie istnieć. Poczułam, jak w moim sercu zapala się ogień. Podeszłam do pobliskiego okna, otwierając je na oścież. Wiatr szarpnął moimi włosami. Wzniosłam dłonie do nieba i zamknęłam oczy. Gdy ponownie je otworzyłam cała przestrzeń w moim zasięgu wzroku wirowała od małych drobinek śniegu. Z moich oczu potoczyły się łzy. Wiedziałam, że początek końca tego świata zaczął się właśnie w ten dzień, gdy po raz pierwszy ujrzałam śnieg.

Od tego dnia całe ciepło zniknęło. Tata wciąż się uśmiechał. Mimo tego czułam rozpacz rozdzierającą jego serce. Czasami brał mnie w ramiona i siadaliśmy oboje przed lustrem. Plótł mi wtedy warkocz i mówił, że widzi w tym odbiciu uśmiechającą się mamę. Mówił, że stoi tuż za naszymi plecami i wciąż na nas patrzy. Ponieważ cząstka jej duszy została w jego sercu na zawsze. I dlatego ona będzie z nami, nawet teraz, gdy już jej nie ma.

Yato i Hisaki mieli już dwa latka, gdy nastąpił dzień naszego rozstania. Tata mówił, że w końcu tak się stanie. Trenowałam znów na powietrzu, skupiając w sobie chakrę światła i materializując ją w swoich dłoniach.

Wtedy usłyszałam głos tłuczonego okna i głośny płacz Hisaki. Zanim zdążyłam ruszyć w ich stronę poczułam, jak ktoś ciągnie mnie za włosy. Wtedy nastała ciemność.

Byłam nieświadoma prawdy przez cały ten czas do teraz. Dziś biegnąc przez las wytężyłam wzrok, chcąc dostrzec umykającego mi królika. Dzięki temu, uaktywniłam wreszcie Byakugan. Wszystkie wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą.

Mam siedemnaście lat. Żyłam przez cały czas nieświadoma ciążącego na mnie losu. Straciłam pamięć. Przysłano mnie do Konohy i zapisano do akademii. Żyłam wychowywana przez kolejną dziedziczkę klanu Hyuga, nieświadoma nawet prawdy o własnym życiu. Matka oddała życie wydając na świat moje rodzeństwo. Ojciec zmarł, zdejmując ogromem swej mocy z nas pieczęci naznaczenia. Wymazał nam pamięć i rozdzielił nas, ukrywając przed bolesną prawdą.

Ochronił nas przed ich losem, poświęcając swoje życie.

W Konoha co roku organizowane jest święto Kwitnących Wiśni. Podczas jego trwania opowiada się historię o przeklętych kochankach, którzy swoją miłością ocalili świat. 

Nigdy nie zapomnę ich poświęcenia, miłości, dobroci, szczerości. Ciepła ich ramion. Sprawię, że ich historia nigdy nie zniknie z tego świata. Odszukam moje rodzeństwo. Tylko tak mogę odwdzięczyć się rodzicom za całą ich miłość i dobroć. 

Siedzę teraz pod wysokim drzewem i obserwuję bawiących się ludzi. Czekam cierpliwie, dopóki nie wybija północ. Wracam pospiesznie do siedziby klanu i pakuję do plecaka niezbędne rzeczy. Ubieram na siebie tunikę, która jest moim strojem na misje. Zarzucam na nią czarne kimono i niespiesznie je zawiązuję. Rzucam spojrzenie na półkę, na której stoi zdjęcie mojej obecnej drużyny. Uśmiecham się na nim wesoło, obejmując ramionami dwóch przyjaciół z drużyny. Ciężko będzie mi ich zostawić. Byli moją jedyną rodziną przez cały ten czas. 

Na niebie rozprysnęło się nagle piękne światło. Za nim kolejne i jeszcze jedno. Rozpoczął się pokaz sztucznych ogni. Zarzucając na plecy torbę i chowając pod kimonem katanę wymykam się przez okno i pędzę ulicami Konohy w kierunku bramy. Niedawno odkryłam u siebie przydatną zdolność załamywania światła, która pozwalała mi ukryć swoją sylwetkę w ciemności. Wstrzymałam oddech i dałam ujście energii, która mnie spowiła mrokiem. Starając sie nie hałasować przebiegłam przez wejście, nie wzbudzając podejrzeń strażników.

Odetchnęłam parę metrów dalej. Zrzuciłam z siebie Kimono i związałam szkarłatne włosy. Poprawiłam na dłoni obrączkę mamy, którą po śmierci ofiarował mi tata.

-- Przysięgam wam, że ich odnajdę – ucałowałam chłodny metal, a ciepły wiatr owiał moją twarz.

Ruszyłam biegiem przed siebie. Pokonam każdą przeciwność losu. Nie ważne co się stanie, co będę musiała robić. Dokonam wszystkiego, aby tylko poczuć znów piękno tej miłości w swoim sercu.

~~*~~*~~*~~*

Po drugiej stronie rzeczywistego świata wędrowały w otchłani dwie sylwetki. Roztaczająca się w nieskończoność ciemność przecięta była jedynie srebrnym piaskiem, który rozciągał się bez końca. Mężczyzna mocno trzymał dłoń czarnowłosej kobiety, która szła z nim ramię w ramię, nucąc z uśmiechem znaną sobie melodię. 

-- Ushio uciekła z wioski, nie martwi cię to? – zapytał kobietę z wyraźnym rozbawieniem w głosie.

- Oczywiście, że martwi – odparła udając oburzoną – Wyruszyła w naprawdę niebezpieczną podróż. Mimo to – jej twarz rozjaśnił uśmiech – wiem, że jej się uda. Jest silna. W końcu całkowicie wdała się w swojego ojca – dodała ze śmiechem.

- I tak piękno oraz oczy odziedziczyła po Tobie – odparł na to mężczyzna, odwzajemniając uśmiech.

- Najważniejsze jest to, że potrafi kochać. Teraz mogę być spokojna i pewna, że odnajdzie rodzeństwo i będą razem szczęśliwi. Żałuję tylko, że spędziłam z nimi tak mało czasu…

- Tylko nie płacz znowu, proszę – otarł kciukiem spływającą po jej policzku łzę – Poświęciłaś swoje życie dla nich. Nic piękniejszego nie mogłaś im podarować. 

- Myślisz, że się w końcu odnajdą? – zapytała z niepewną nadzieją w głosie.

- Jestem tego pewny – zatrzymał się i zamknął ją w swoich ramionach – Jesteś już spokojna?

- Mhm – mruknęła wtulając się w jego klatkę piersiową.

- Kocham cię Hinata – szepnął cicho w jej włosy.

- Ja ciebie też kocham Gaara. Na zawsze – jej ciche słowa zniknęły w szumie piasku, który poniósł się po pustej przestrzeni.

- Na zawsze 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Gaara x Hinata Rozdział 47 – Spójrz na mnie

Czy śmierć może być tak delikatna?  Czy może przyjmować postać ciepłego, białego morza tonącego w blasku słońca?

Miał wrażenie, że unosi się na falach światła. Nie miał siły podnieść powiek, czuł się jakby podczas snu na jawie. Nie wiedział co się z nim dzieje, nie wiedział gdzie jest … Ale czy miało to teraz jakiekolwiek znaczenie? Czuł, że tonie w światłości, a mimo to jego serce pogrążało się w ciemności. Odebrano mu jego blask i dopiero wówczas zrozumiał czym on tak naprawdę jest … niczym innym, jak miłością.

„Serce pozbawione miłości jest niczym kwiat, któremu odebrano krople wody – umierającym życiem” uśmiechnął się do swoich myśli.

I nagle całe ciepło zniknęło.

Powoli do jego ciała docierały bodźce. Chłód stopniowo ogarniał jego ciało powodując dreszcze. Poczuł na skórze zimne płatki, które momentalnie znikały. Z ociąganiem uniósł powieki i pierwszym co ujrzał było zachmurzone niebo przysłonięte zielonymi wierzchami iglastych drzew. Płatki śniegu opadały w powolnym tańcu osiadając na pobliskich krzewach i trawie. Mimo tego krajobraz nie pokrył się białym puchem. Płatki obleczone były krwistoczerwoną barwą, nadając wszystkiemu krzykliwy i przerażający widok.

Wyprostował się chwiejnie, zrzucając z ramion poszarpany, czarny płaszcz. Przy akompaniamencie zawodzącego wiatru ruszył powoli przed siebie, zostawiając z tyłu wszystkie wspomnienia i nadzieje. Wiedział, że musi zacząć do nowa, a żeby tego dokonać, musi uciszyć najpierw swoje własne Ja. Tak jak niegdyś zamknął w swojej duszy Shukaku, tak teraz zamknie też wspomnienia o jedynej istocie, która upoiła go uczuciem miłości.

***

Przyjemne ciepło rozlało się na policzku błękitnookiego blondyna. Z ociąganiem uniósł powieki, próbując przyzwyczaić źrenice do panującej w pokoju jasności. Prócz szpitalnej bieli w jego oczy rzuciły się znajome, amarantowe włosy:

- Sakura – wychrypiał cicho – Gdzie … Gdzie jestem?

- Ćśś … – pogłaskała kciukiem blizny na jego policzku – Wszystko w porządku. Jesteśmy w wiosce Naruto. Naprawdę długo spałeś, musisz być zdezorientowany … i głodny – zaśmiała się cicho – Tsunade powiedziała, że jeszcze dzisiaj wieczorem wszyscy będziemy mogli wyjść na ramen i …

- Sakura – przerwał jej – Gdzie są wszyscy? Co się stało?

Uśmiech dziewczyny wyraźnie przygasł. Na jej czole pojawiła się głęboka zmarszczka. Przeniosła dłoń na jego czoło.

- Jesteś pewien, że chcesz teraz o tym słuchać? Może powinniśmy porozmawiać o tym wieczorem …

- Powiedz mi – usiadł gwałtownie, chwytając ją za dłonie – Sakura, powiedz mi co się działo!

Na policzkach Haruno pojawił się delikatny rumieniec.

- Naruto … – jeszcze nigdy nie widziała w jego oczach aż tak dużego zmartwienia – W porządku … – westchnęła – Znaleźliśmy ciebie i Sasuke zaraz po przejaśnieniu nieba. W ostatni dzień zimy niebo całkowicie poczerniało. Wszędzie były liczne trzęsienia, panowała tak wielka ciemność, że nic nie byliśmy w stanie zobaczyć. Wszystkich ewakuowano … Po trzech dniach w końcu się przejaśniło. Zaczął padać śnieg … Czerwony śnieg … Znaleźliśmy was nieprzytomnych przy wejściu do lasu … – jej oczy posmutniały, a usta zacisnęły się w wąską linijkę.

- Tylko nas? – zapytał Uzumaki drżącym głosem – Co z Gaarą? Gdzie jest Hinata?! – nerwowo rozejrzał się dookoła, jakby miał nadzieję zobaczyć zaraz przyjaciół.

- Z Gaarą wszystko w porządku z tego co wiem … Jakiś czas temu sam pojawił się w Sunie, ale wioska była już tylko jedną wielką ruiną. Mieszkańcy stracili dom, podnieśli bunt, chcieli by zapłacił za to, że nie było go gdy wioska przechodziła kryzys. Niewdzięczni idioci – skrzywiła się z niesmakiem – Mimo tego Gaara wciąż poczuwał odpowiedzialność jako Kazekage. Gdy Temari przyszła zdać nam raport zaczęła opowiadać niewiarygodne rzeczy. Podobno No Sabaku własnymi dłońmi za pomocą jakiegoś srebrnego piasku stworzył mury tak wielkie i potężne, jak nigdy. Są twarde niczym stal. Własnymi zdolnościami w trzy dni odbudował całą wioskę … aż nie chce się wierzyć – dodała nieco ciszej.

- Rozumiem …

Ku jej zdziwieniu chłopak roześmiał się.

- Gaara może tego nie okazuje, ale zawsze czuje wielką odpowiedzialność za rzeczy, do których jest przywiązany. Założę się, że Suna jest teraz o wiele potężniejsza niż przed jego odejściem.

- Prawdopodobnie masz rację – dodała zdumiona dziewczyna.

- Całe szczęście – chłopak spojrzał na nią roześmianymi oczyma – tęskniłem za tobą.

Przez chwilę zaległa między nimi dłuższa cisza. Haruno odwróciła wzrok i wpatrywała się przez jakiś czas w okno.

- Wiem, że …

- Naruto jesteś idiotą! – jego obolałe ciało zawołało protestem, gdy dziewczyna z całej siły przytuliła się do jego piersi – Cholernie się martwiłam! Nie dawałeś znaku życia! Idiota!

Początkowe zdumienie szybko ustąpiło fali ciepła, jaka zalała jego ciało. Objął ją słabymi ramionami i wtulił głowę w jej włosy.

- Całą siłę w mojej podróży dawała mi myśl, że ujrzę cię jeszcze raz …

***

Ino siedziała na zapleczu kwiaciarni, wpatrując się już przez dłuższy czas w biało-fioletowe róże stojące w ciemnym wazonie. Jej myśli wciąż umykały w stronę przyjaciółki. Kazekage, Naruto, Sasuke … wszyscy powrócili, z wyjątkiem jej.

- Hinata … gdzie jesteś? Wciąż na ciebie czekamy, wiesz? – szepnęła cicho dotykając opuszką kciuka jednego z płatków kwiatu.

Podskoczyła gwałtownie, gdy nagle usłyszała charakterystyczny dźwięk dzwoneczka świadczący o przybyciu kolejnego klienta.

Wstała pospiesznie i wygładziła pogiętą sukienkę. Poprawiła włosy i uszczypnęła się parę razy w policzki, by przywołać się do porządku. Nakładając na usta charakterystyczny, wymuszony uśmiech podeszła do lady by pomóc kolejnemu dzisiaj klientowi.

- Witam, w czym mogę – zatrzymała się w pół kroku – pomóc …?

Przy jednym z niewysokich stołów stała odziana w czerń postać, odcinająca sie wyraźnie na tle białych likorysów.

- Witaj Ino – chłopak uśmiechnął się delikatnie, ujmując w dłoń śnieżną stokrotkę – Czy mogłabyś związać mi kilka tych ciemnych róż?

Przez chwilę wydawało jej sie, że śni na jawie. Sam Sasuke … Ten właśnie jedyny i niepowtarzalny Sasuke uśmiecha się do niej …

„Ostatnio robi to coraz częściej. Czas przez który go nie było musiał go naprawdę zmienić.”

- T-Tak! Jasne! – zarumieniła się mocno, lecz nie chciała dać nic po sobie poznać, więc od razu zabrała się do dzieła.

- Wstydzisz się mnie? – jego rozbawiony głos zabrzmiał tuż przy jej uchu, więc podskoczyła gwałtownie, ponownie oblewając się rumieńcem.

- Nie, po prostu … – założyła nerwowym gestem włosy za ucho – nie mogę chyba przywyknąć do tej nagłej zmiany …

Ich oczy się spotkały na krótką chwilę, lecz szybko odwróciła wzrok. Chłopak chwycił ją pod brodę, więc gwałtownie wstrzymała oddech. Wtedy Sasuke wplótł ogonek stokrotki w jej włosy.

- To żadna zmiana – szepnął cicho – postanowiłem w końcu zacząć dbać o rzeczy, na których mi zależy.

***

- Tsunade-sama jest pani pewna? Przecież jeszcze nigdy nie obchodziliśmy święta kwitnącej wiśni … Musielibyśmy je zorganizować … za jakieś dwie godziny – zrozpaczona Shizune machała formularzami przed głową obecnej Hokage.

- Shizu-chan, jak już mówiłam! Moje słowo słowem niepodważalnym żadnego innego słowa jest! – zarumieniona kobieta, trzymała w dłoni już trzecią opróżnioną do połowy butelkę ulubionego sake – Więc jeśli moje słowo jest rozkazem, to ma być ono wykonane bezzwłocznie. Zrozumiano, czy nie zrozumiano?? – spojrzała groźnie na swoją doradczynię.

- Tsunade-sama, ale co ma jedno do drugie…?

- Powiedziałam, że święto ma być zorganizowane i tak będzie! W innych wioskach jest tradycją, więc dlaczego w naszej nie? Heeh? Idź się brać za przygotowania, czy coś takiego … – pociągnęła kolejny długi łyk i opadła na oparcie fotela. – Możesz mi jeszcze załatwić jedną butelkę, gdybyś była taka miła …?

- Stanowczo odmawiam Tsunade-sama! Zaraz zaczynam organizację … Tylko – kobieta zmarszczyła brwi – Proszę mi powiedzieć, jaką nazwę będzie nosił cały festyn?

Na krótką chwilę zapadła cisza. Hokage wydawała sie wyraźnie nad czymś zastanawiać.

- Hyugakarui …

- Słucham?

- Nazwa święta to Hyugakarui.

- „W stronę Świecącej”, co? Jak sobie pani życzy, Hokage-sama.

Kobieta uśmiechnęła się i zniknęła za drzwiami, które zamknęły się z cichym zgrzytem.

Dopiero wtedy na drewniane biurko upadło kilka łez.

- Hyuga … głupie dziecko. Nawet nie myśl, że jest to ku twojej pamięci … – pociągnęła kolejny duży łyk i otarła spływającą kroplę alkoholu dłonią – twoja pamięć nie zostanie uczczona, dopóki znów się nie pojawisz w wiosce …

***

Ulice Sunagakure powoli okrywały się mrokiem. Lampiony rozwieszone przy każdym domu skutecznie rozpraszały ciemności wieczoru i tworzyły przyjemny nastrój. Mieszkańcy wioski przebrani w różnokolorowe kimona i maski zwierząt przemierzali każdą alejkę śpiewając do dźwięków cytry i świętując nadejście kolejnego Święta Kwitnącej Wiśni, w Sunie nazwane na cześć czwartego Kazekage – Rasakyodai.

Słyszał napływające wraz z nocnym podmuchem wiatru śpiewy i radość wszystkich shinobi. Napełniała jego serce dumą i spełnieniem … Lecz niczym ponad to. Leżał z zamkniętymi oczami na swoim półokrągłym łóżku. Zasłony co chwilę muskały jego twarz, lecz nie zwracał na nie uwagi. Myślami był zupełnie odległy.

„Co jeszcze mogłem zrobić? Co zrobiłem źle? Dlaczego … Wszystko przecież miało wyjść dobrze. Wrócili wszyscy … z wyjątkiem jej. Właśnie jej. To musiała być ona? Dlaczego nie ja? Co? Co mogłem jeszcze dla niej zrobić? Co? Dlaczego? W jakim celu …”

Głośne pukanie gwałtownie wydarło go z rozmyślań.

- Gaara!?! Otwieraj te drzwi, bo przysięgam, że je wyważę siłą! Nie zachowuj się do cholery jak dzieciak! … Słyszysz mnie?! Otwórz drzwi!

Purpurowa na twarzy blondynka starała się z całych sił wyrwać klamkę – daremnie.

- Nie możesz choć raz podzielić chwili radość z mieszkańcami WŁASNEJ wioski?! Nie możesz choć raz spojrzeć na siebie, tylko wiecznie musisz roztrząsać swój smutek?!

Usłyszał jeszcze kilka wulgarnych wyzwisk siostry i kopnięć w drzwi, po czym nagle znów zaległa cisza.

Za dnia wciąż siedział w gabinecie, wieczorami chciał sam odpocząć w pokoju. Czy to tak wiele?

„Może już czas … Powinienem dać jej odejść? … Nie, nie potrafię. Zniszczyłem wszystkie lustra … Nie mogę patrzeć na swoją twarz. Na twarz człowieka, który nie potrafił ochronić najważniejszej dla siebie kobiety. Chcę już dać temu spokój, ale nocami słyszę wciąż jej szept … Spójrz na mnie, spójrz na mnie … Czasami jest to prośba, czasami lament, czasami wściekłe mruknięcia … mimo wszystko rozpoznaję ją w tym głosie. To ją każdego razu widzę w swoich snach. To ją wciąż kocham. To uczucie nie wygasło. Jak mam sobie z tym do cholery poradzić?”

***

- Gaara … Gaara … Gaara! Spójrz na mnie! Proszę, zrób to. Po prostu na mnie spójrz … proszę! Wciąż tu jestem, przy tobie, przy twoim sercu. Uwierz mi. Spójrz na mnie! – dojrzał ją gdzieś w oddali. Pędem ruszył w jej stronę, dysząc ze zmęczenia. Położył dłoń na jej ramieniu i nagle wszystko zniknęło.

Otworzył gwałtownie oczy, wbijając je w ciemny, drewniany sufit. Odetchnął głęboko, ocierając pot z czoła. Przeklął pod nosem i wstał kopiąc w ogarniającej go furii stojący obok stolik, który roztrzaskał się o ścianę. W jego ślad poszła komoda, rozdarł jedną z zasłon i jednym uderzeniem zrobił wielką dziurę w ścianie.

- Przestań mnie wreszcie dręczyć! Jestem sam! Zawsze byłem sam! Nigdy cię tutaj nie było!

Zdarł wiszące nad łóżkiem płótno z symbolem Wioski Piasku i cisnął nim na ziemię. Stanął twarz w twarz ze swoim lustrzanym odbiciem.

- No czego chcesz, co?! Patrz na siebie, patrz! Żałosny nieudaczniku! Zawsze byłeś i będziesz nikim! Zawsze! Nie potrafisz ocalić nic! Tylko zniszczenie daje ci siłę, tacy jak ty nie mają prawa istnieć! Tylko ty … – urwał w połowie zdania, nie dowierzając własnym oczom.

Przetarł je kilkakrotnie dłońmi. Otworzył szeroko usta, niedowierzając. Podszedł powoli do szklanej tafli lustra i przejechał po nim opuszkami palców.

- Gaara … jestem tutaj … – dobiegł go znajomy, cichy, płaczliwy głos.

Odwrócił się gwałtownie, lecz nikogo za sobą nie dojrzał. Gdy przeniósł wzrok na lustro, wciąż tam była. W tym samym pokoju, w tym samym cholernym pokoju. Stała za jego plecami.

- Proszę, spójrz na mnie … – cichy odgłos kapiących łez wypełnił przestrzeń.

Ponownie się odwrócił i znów wbił wzrok w lustro. Nie mógł uwierzyć. Czy to jest możliwe? Czy to dzieje się naprawdę?

- Widzę cię … – odszepnął cicho nie mogąc oderwać wzroku od lustra.

Dziewczyna gwałtownie podniosła głowę, wlepiając w niego perłowe, mokre od łez źrenice.

- Widzę cię – powtórzył pewniej – Hinata…? – zapytał drżącym głosem.

Jej jasną twarz rozświetlił delikatny uśmiech, do oczu napłynął blask nadziei.

- Gaara … czy ty naprawdę ?

- Widzę cię. Widzę cię, Hinata – szepnął drżąc od powstrzymywanego szlochu, w jego oczach zalśniły łzy.

Przyłożył obie dłonie do lustra. Dziewczyna powoli zbliżała się do niego, owinięta jedynie białą, jedwabną tkaniną. Uczyniła to samo co on. Oboje wpatrywali się w siebie nawzajem, oddzieleni jedynie tą cienką, niewidoczną barierą. Ich dłonie zaczęły jaśnieć delikatnym światłem. Nie odrywając od niej wzroku pchnął delikatnie szklaną ścianę, czując, jak jego ręce zapadają się do środka. Gdy natrafiły na miękkie, delikatne ciepło, zacisnął mocno na nim ręce i płynnym ruchem pociągnął w swoją stronę. Poczuł lekki podmuch wiatru, niosący ze sobą ciepło i zapach róż, który odurzył jego zmysły.

Leżał na podłodze i śmiał się na cały głos, jednocześnie płacząc ze szczęścia. W swoich ramionach trzymał cały swój świat, który cicho łkał wtulając się w niego z całej siły. W tej chwili wiedział, że jest najszczęśliwszym mężczyzną na całym świecie. Jakże był głupi. Jak mógł tego nie dostrzec? Ona zawsze była odzwierciedleniem jego własnej duszy. Dlatego też jej umysł i serce też zawsze przy nim były.

Teraz ma je przy sobie. Czując to cudowne, kruche i delikatnie niczym porcelana ciało w swych ramionach przysiągł sobie, że już zawsze będzie jej bronić. Będzie bronić swojego blasku. Swojego Światła. Swojej Miłości.

 

//

No moi drodzy państwo, po bardzo długiej przerwie wreszcie skończyłam :D Wypadłam już całkowicie z wprawy, ale cała noc siedzenia przed kompem z kawą i jedną paczką krakusków swoje robią >,< Tak czy siak, w końcu skończyłam całe opowiadanie :D Po jakichś około 9 miesiącach moje dzieło wreszcie zostało zakończone, pochlipie się zaraz xD Może nie była to historia na miarę dzisiejszych bestsellerów, ale i tak się cieszę, że wyszła ona z mojej głowy i zachowała się właśnie w takiej postaci :D Reszta ogłoszeń parafialnych będzie dopiero po epilogu, który mam zamiar opublikować do końca bieżącego miesiąca :D Nie pozostaje mi nic innego, jak niecierpliwie wyczekiwać waszych komentarzy ;]

Opublikowano Bez kategorii | 10 komentarzy

Gaara X Hinata Rozdział 46 ~ Nostalgia Anioła / Finał cz. 2

Kolejny wzór spoczął nakreślony czarnym atramentem na białym dokumencie. Kobieta przeciągnęła się na fotelu i wzięła głęboki oddech. Po raz kolejny nachyliła się nad starym, drewnianym biurkiem, gdy nagle światło wpływające przez okno zostało doszczętnie ucięte. Wstała, gwałtownie przewracając krzesło i przylgnęła do szklanych fragmentów ścian. Wstrzymała oddech, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Na niebie widniały księżyc i słońce, błyszcząc z niesamowitą siłą naprzeciw siebie, a między nimi przetaczała się ogromna fala barw i kolorów.

- Tsunade-sama!

Drzwi do gabinetu otworzyły się gwałtownie i pojawiła się w nich brązowowłosa kobieta dzierżąca w dłoni małą fosforyzującą fiolkę.

- Shizune, czy masz jakiekolwiek informacje dotyczące tego, co się dzieje na zewnątrz? – zapytała mocnym głosem, lecz kobieta zaprzeczyła ruchem głowy – W takim razie zarządź ewakuację trzeciego stopnia – wszyscy mają skryć się w podziemiach! Zamknij również bramy.

Shizune skinęła posłusznie głową i już miała wybiec z pomieszczenia, gdy nagle przypomniała coś sobie i zatrzymała się w progu.

- Około trzydziestu shinobi jest wciąż poza murami na zwiadzie terenowym! Wśród nich jest Kakashi-san i ponad piątka chunninów! Nie zdążą wrócić na czas.

Blondwłosa kobieta przygryzła ze zdenerwowaniem kciuk i rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby szukała odpowiedzi na wyjście z sytuacji. Jej wzrok zatrzymał się na brązowym sokole.

- Nie możemy stracić nikogo więcej … – odparła podchodząc do niego energicznie – W takim razie nie zamykaj bram. Wyślę im wiadomość, by jak najszybciej wracali do wioski i … – jej wypowiedź przerwał potężny grzmot, po którym nastąpiło gwałtowne trzęsienie.

Cały budynek drżał w posadach. Z sufitu sypały się kawałki drewna i mnóstwo kurzu.

- Pospiesz się Shizune! Każda jedna chwila jest cenna.

- Tak jest!

Potykając się o długie kimono kobieta wypadła z biura i pobiegła do sali obrad, przekazać wszystkim członkom ANBU dalsze instrukcje.

~~*~~*~~*~~*~~*~~*

Ludzie z głośnymi krzykami przerażenia kierowali się we wskazane sektory. Przytłaczająca ciemność wywoływała u wszystkich strach i panikę. Potężne wstrząsy nawiedzały co chwila ziemię sprawiając, że piasek pod stopami ludzi drżał niestrudzenie, a domy i budynki waliły się jeden po drugim.

Mała, brązowowłosa dziewczynka usiadła przy zgliszczach swego domu. Rozglądała się nerwowo dookoła, nie mogąc dostrzec nikogo ze swojej rodziny. Kolejny huk sprawił, że jej ciało zastygło w nagłym przerażeniu, by za chwilę mogło zostać opętane szlochem i drgawkami. Zacisnęła małe rączki w piasku i z całych sił zaczęła płakać. Nagle poczuła, jak unoszą ją silne, lecz wątłe ramiona. Podniosła swe przestraszone oczy i dostrzegła dziewczynę o jasnych włosach, związanych w cztery kucyki. Za nią stał wianuszek równie przerażonych i zdezorientowanych dzieci.

- Gdzie są twoi rodzice? – zapytała delikatnym, lecz stanowczym głosem.

Dziewczynka podniosła rączkę i wskazała dom, który przez gwałtowne wstrząsy został zrównany z ziemią. Pomiędzy cegłami wciąż dostrzec można było mieszającą się z piaskiem szkarłatną ciecz. Przez twarz blondynki przemknął się grymas żalu i współczucia, szybko zagłuszony poczuciem obowiązku.

- Uwaga wszyscy! Teraz idziemy do punktu zbioru, aby udać się bezpiecznie do schronu. Nie oddalajcie się od grupy! – próbowała przekrzyczeć wszechogarniający chaos.

Dzieci skinęły głowami i chwyciły się za ręce. Sunąc wzdłuż ścian ocalałych budynków, dotarli do głównego punktu zbiórki. Szybko przekazała dzieci w ręce jednego z ANBU, zamieniając z nim szybko kilka formalności i objaśniwszy mu dokładne instrukcje działania, zaczęła przepychać się przez tłum spanikowanych ludzi, którzy nadciągali z każdej strony. Nagle gdzieś pośród nich wszystkich dostrzegła brązowe, roztrzepane włosy zastępcy Kazekage, więc pospiesznie ruszyła w jego stronę. Chwyciła go za ramię i wciągnęła do jednego z opustoszałych budynków.

Puściła go, usiadła na wolnym krześle i wzięła głęboki oddech.

- Jak sobie radzisz Kankuro?

Chłopak usiadł naprzeciw niej i podparł ręką brodę.

- Nie widzisz? Wśród ludzi wybuchła panika, połowa wioski to kompletna ruina. Nie potrafię nadzorować ludźmi!

Temari głośno westchnęła, wpatrując się w tłum znikający za oknem.

- Nikt nie powiedział, że zastąpienie Gaary będzie łatwym zadaniem. Ważne jest to, żeby jak największa część mieszkańców wyszła z tego cała i zdrowa.

- Gdzie on jest, gdy go naprawdę potrzebujemy? – mruknął chłopak ocierając spływające po twarzy krople potu.

~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*

Czarnowłosa wpatrywała się w błyszczący tył kimona Kitsune. Jej strażnik wyciągnął srebrną katanę i skrzyżował ją z metalicznym ostrzem czarnowłosego przywódcy demonów. Nie wiedziała co ma robić. Wszędzie wokół ginęły niewinne anioły, przebijane czarnymi szponami. Ich nieruchome ciała powoli traciły blask i z wyglądu zaczynały przypominać najzwyklejsze kobiety o długich, rudych włosach i mlecznej cerze. Zdała sobie sprawę z tego, że cała drży. Zacisnęła dłonie w pięści, lecz nie pomogło jej to ani trochę. Nie powinna czuć strachu, zmieszania! Tak bardzo chciała się ich w tej chwili wyzbyć, lecz nie potrafiła. Po raz kolejny życie jej udowodniło, że uczucia nie są czymś, co można od tak wymazać.

Nagle stało się to, czego obawiała się najbardziej. Jej uszy przeszył krzyk pełen bólu, który bardzo dobrze znała. Nie zważając na otaczające ją wokół chaos, krzyki i cierpienie, rzuciła się w jego stronę. Unikała ostrzy, potykała się o krwawiące ciała, bladła jeszcze bardziej z każdą jedną chwilą, lecz się nie zatrzymywała. Gdy wreszcie wyłoniła się z wielkiej fali,  wzięła głęboki oddech, lecz jej serce w tym samym momencie zamarło. Upadła na kolana, zasłaniając usta dłońmi.

Sasuke nachylał się nad Naruto. Opierał swoje czoło o jego własne i szeptał cicho słowa, których nie mogła zrozumieć. Blondyn leżał na ziemi, oddychając ciężko. Pod nim szybko tworzyła się fala szkarłatnej krwi, w jego boku tkwiła katana Uchihy. Uzumaki uśmiechał się lekko, lecz dostrzegła, że blask życia w jego oczach maleje z każdą drogocenną chwilą.

Nie wiedziała, co w nią wstąpiło. Poczuła tak wielki żal … zdawał sie rozsadzać jej klatkę piersiową. Miała ochotę krzyczeć, wyć z rozpaczy, zabić wszystkich, którzy kiedykolwiek przysporzyli jej ciernia lub na którym jej zależało. Objęła się ramionami, nie panując nawet nad sobą. Jej ciało ogarnął jasny snop światła, a bijąca od niego moc i potęga, zdawały się zwalniać czas. Wzrok wszystkich skupił się na tym jednym punkcie, tak jasno świecącym na całym polu walki.

Blask powoli opadał, rozpraszając się na boki. Ruchy wszelkich istot zamarły w połowie czynności, gdy każda z nich wpatrywała sie w jaśniejący punkt. Uchiha nie spuszczał z niej oczu nawet wówczas, gdy Gaara pojawił się nagle u jego boku.

- Co z Kitsune?

- Unieruchomiłem go na jakiś czas – odparł No Sabaku utkwiwszy wzrok w jasnym świetle.

Nagle jasność gwałtownie się rozproszyła. Cisza, która nawiedziła pole bitwy stała się tak głęboka, że dało się usłyszeć ciche zawodzenie wiatru, każdy nerwowy, urywany oddech.

Kobiety stojącej w miejscu Hinaty, na pewno nie można nazwać było nią samą. Jedyne, co zachowało się z jej wcześniejszego wyglądu to delikatne rysy twarzy. Ciemne oczy Uchihy rozszerzyły się w wyrazie wielkiego zdumienia.

- To niemożliwe … – szepnął cicho, a wiatr poniósł jego słowa po całej przestrzeni.

Kobieta wzięła głęboki oddech i otworzyła oczy, które rozświetliły się złotą poświatą.

- Co się dzieje? Co się stało z Hinatą? – zapytał cicho Gaara, tracąc coś z pewności siebie i swego majestatu.

- To coś jednocześnie jest i nie jest Hinatą – odszepnął cicho Uchiha – Ona jest gdzieś głęboko w środku, jednak ta postać … Nie jest ludzka, demoniczna czy anielska. Dotąd słyszałem o niej tylko w kronikach shinobi …

- Więc czym ona jest?! – warknął wściekle Gaara.

- Materialna postać ducha słońca i księżyca – Jitsugetsu.

Wąskie oczy stworzenia ogarnęły całą powierzchnię i nagle machnęła dłonią, jakby od niechcenia. Zawiał wiatr tak potężny, iż wszystkie setki gwardii anielskich zdmuchnięte zostały tak daleko, że ich sylwetki były ledwie widoczne. To samo stało się po chwili z armią ciemności. Na wielkim polu pozostał jedynie ledwo przytomny Kitsune, Sasuke, Gaara i Naruto, który nie był w stanie już podnosić dłużej głowy, by się jej przypatrywać.

Długie, białe włosy ciągnęły się za istotą, tak samo jak śnieżno-szkarłatne kimono, w które była przyodziana. Na jej czole widniał czarny symbol słońca, w którym zamknięta była połówka księżyca. Duże oczy i wąskie źrenice w kształcie migdałów świeciły złotą poświatą. Bił od niej majestat tak wielki, jakby od samego boga.

Zamarli w kompletnym bezruchu, utkwiwszy uważnie w niej wzrok.

- Jak mamy z tym do cholery walczyć, nie robiąc krzywdy Hyudze? – szepnął Gaara, w stronę Uchihy.

- To nie jest coś z czym możemy walczyć Gaara – odszepnął Sasuke, przecząc powolnymi ruchami głowy – To coś, co musimy zniszczyć.

- Zniszczyć?! Oszalałeś?! – wrzasnął No Sabaku zapominając już o mało sprzyjających warunkach do podnoszenia głosu.

- Skąd miałem wiedzieć, że tak się to wszystko potoczy?! – syknął wściekle czarnowłosy – Gaara dopuść to do swojej myśli! To już nie jest Hinata i nigdy nie będzie! Jej ciało zostało zniszczone, a podświadomość powoli ginie pożerana przez moc tej istoty! Nie chcę tego mówić – głos mu się lekko załamał, więc odkaszlnął cicho – ale jedyne co teraz możemy zrobić, to ją zniszczyć.

Kobieta poruszyła się lekko i wyciągnęła przed siebie dłoń, w której pojawiło się małe światło. Zaczęło się ono wyginać i deformować w mały snop, który przyjął postać srebrzystej katany, która połyskiwała delikatnym blaskiem. Nachyliła się delikatnie w ich stronę, wciąż czekając na ich pierwszy ruch.

Gaara zwiesił nisko głowę i zacisnął usta w wąską linię.

„Zniszczyć”? – w jego głowie rozległ się pusty głos, powielający to jedno słowo.

„Zniszczyć?”

Ujrzał w pamięci obraz roześmianej Hyugi, która rzuciła mu się w ramiona.

„Zniszczyć?”

- Muszę jeszcze bardziej się starać, rosnąć w siłę, by ochronić moich przyjaciół. Zrobię to, choćby za cenę własnego życia. Nie chcę widzieć, jak śmierć po raz kolejny odbiera mi kogoś bliskiego – odparła cicho Hinata, patrząc mu uważnie w oczy.

„Zniszczyć?”

- Nieuniknione i tak nastąpi. Zmuszeni będziemy stanąć naprzeciw siebie na polu bitwy. Uczucia, które myślałem, że czuję … tylko mnie osłabiały. Sprawiały, że nie mógłbym choćby pomyśleć o twojej krzywdzie. Wiesz co to oznacza, czyż nie? – spojrzał na nią dygocąc z wściekłości.

Mimo łez płynących po jej policzkach, zachowała chłodny wyraz twarzy.

- Od dziś jesteś moim wrogiem – wyszeptała cicho.

„Zniszczyć?”

Zbliżyła się do niego i dotknęła opuszkami palców jego chłodnego policzka.

- Kiedy mrok zdążył ci przysłonić wszystko to, co było dla ciebie ważne?

„Zniszczyć … zniszczyć? Światło, które tyle razy chroniłem od ciemności? Motyla, którego tyle razy uwalniałem z sieci? Blask, który rozjaśnił moją duszę? Mam go zniszczyć, pozwolić mu odejść? Te wszystkie okrutne słowa przy rozstaniu … Przecież powiedziałem to dla jej dobra! Jak mogła tego nie zrozumieć?! Kłamałem, by łatwiej było  jej odejść, by mogła się lepiej skupić na swoim przeznaczeniu! To nie tak to wszystko miało wyglądać! Cholera … CHOLERA!”

Gonitwa myśli w jego głowie nie pozwalała mu podjąć odpowiednich działań. Przeciwniczka, najwyraźniej znudzona oczekiwaniem, powoli wzniosła ostrze, które błysnęło złowieszczo. No Sabaku poczuł mocny uścisk na ramieniu i szarpnięcie do tyłu. W miejscu, w którym  stał przed chwilą zgrzytnęły skrzyżowane ostrza.

Ręce Sasuke drżały widocznie, gdy z całych sił starał się utrzymać na równi lśniącą katanę kobiety. Po jego skroni szybko zaczęły toczyć się krople potu. Małe pęknięcie na ostrej stali z każdą chwilą powiększało się z cichym zgrzytem. Szybkim ruchem odbił się od ziemi i ruszył w jej stronę celując pięścią w jej twarz. Istota wykonała szybki ruch, więc jego dłoń ledwie musnęła odkryty fragment jej ramienia. W jednej chwili poczuł ból tak wielki, że z jego gardła wydarł się stłumiony krzyk, a on sam padł na kolana kilka metrów dalej, chwytając mocno krwawiącą dłoń w uścisk.

- Sasuke! – dobiegł go krzyk czarnowłosego.

- W porządku – odkrzyknął – Nic mi nie jest – dodał ciszej.

„Jakim cudem to się stało? Przecież to niemożliwe, by wykonała tak szybki ruch, aby mnie zranić. Uskoczyła na bok. Dlaczego?  O co w tym wszystkim chodzi?”

Kątem oka dostrzegł, że kobieta ruszyła w kierunku Gaary. Poderwał się szybko, chcąc biec mu na pomoc, jednak zamiast tego ponownie wylądował na ziemi. Zaczynało mu powoli szumieć w głowie, z każdą chwilą nasilały się zawroty. Przeniósł wzrok na dłoń i dostrzegł, że widnieje na niej duża, fioletowa plama, która wżerając się w jego skórę rozrastała się w zabójczo szybkim tempie. Po raz kolejny dźwignął się na kolanach.

- Gaara! – krzyknął, rzucając w jego stronę srebrne ostrze.

Pustynny demon pochwycił je bez większego wysiłku w lewą dłoń. Zacisnął ją z całej siły na rękojeści i z idealną precyzją zablokował ruch przeciwniczki. Ich spojrzenia na tą krótką chwilę się skrzyżowały. Choć tak bardzo tego pragnął, nie potrafił dostrzec w niej wcześniejszego blasku. Istota poruszyła się niespodziewanie, sięgając dłonią jego twarzy.

- Nie pozwól się dotknąć! Jej skóra to trucizna! Atakuje nawet przy najmniejszym kontakcie! – jakby z oddali dobiegł go głos Uchihy.

Zareagował najszybciej jak mógł, lecz o sekundy za późno. Jeden z długich paznokci zdołał rozciąć jego blady policzek. Syknął z bólu, zaciskając mocno dłonie na katanie. Ruszył na nią z nową siłą. Odbijał każdy jeden jej atak, stal i srebro posyłały snopy iskier w każdą stronę świata, a niebo powoli zaczynało zachodzić czarnymi chmurami. Złowrogi błysk co chwile rozświetlał pole walki.

- Nie pozwolę, byś skończyła w ten sposób – jego słowa porwał zimny wiatr, po którego delikatnym powiewie spadły pierwsze krople deszczu – Nawet jeśli nie jesteś już sobą. Nawet najmniejsza twoja cząstka nie może w ten sposób istnieć – szepnął cicho, nie widząc, czy ona rozumie sens jego słów.

Przez chwilę miał wrażenie, że widzi drżenie jej rąk, lecz nagle ruszyła na niego z głośnym krzykiem. W tej samej chwili z nieba runął gęsty, chłodny deszcz.

Biegła wyciągając ostrze przed siebie, mierząc idealnie w jego pierś. Widziała jak unosi wysoko katane. Była coraz bliżej. Jeszcze dwa kroki, jeden. Poczuła, jak srebrna broń natrafia na miękkie ciepło, stopniowo zagłębiając się w nim. Gorąca krew spłynęła po nim, barwiąc jej dłonie na szkarłat. I nagle stało się coś, czego się nie spodziewała. Poczuła, jak obejmują ją silne ramiona, z całej siły przyciskając do drgającej klatki piersiowej.

Nie zdążyła minąć chwila jej zdumienia, a palący ból przebił się przez jej plecy, przechodząc aż przez brzuch i ponownie wbijając się na miękką tarczę z przodu. Podniosła swą twarz do góry i zastygła w zdziwieniu. Jeszcze nigdy nie widziała spojrzenia tak przepełnionego emocjami. Wszystkie barwy i kolory uczuć przetaczały sie przez ten srebrny blask, który nagle stracił kolor. Wpatrywała się w piękny, głęboki turkus. Nagle z jej ust wypłynęła strużka krwi, a ona sama kaszlnęła wypluwając krew na śnieżne, zmoczone deszczem kimono.

Poczuła jak się chwieje i leci do tyłu, ciągnąc za sobą drugie ciało. Upadła na plecy, a gdy otworzyła oczy, nad jej twarzą, dosłownie kilka milimetrów wyżej zawisł czarnowłosy chłopak, podpierając się ramionami po obu stronach jej głowy. Przez jego ciało przechodził miecz, który przebił również ją samą.

- Wiem, że tam jesteś Hinata – szepnął cicho w jej twarz – Nie zdołasz się przede mną ukryć.

Widział, jak migdałowe oczy istoty toczą zaciętą walkę, nabierając co chwilę perłowy kolor, który wciąż przygasał.

- Potrafię wyczuć twoją duszę, twoje wspomnienia. Czuję twoje uczucia. Czuję ciebie – każde jedno słowo coraz ciężej wydostawało się z jego ust.

Patrzyła na jego twarz, po której spływały małe potoki deszczu. Niemal cały policzek przesiąkł już trucizną. Tak samo lewy bark, ramię i cała klatka piersiowa. Gdzieś w dali słyszała piękny, nieziemski płacz, zawodzenie tak rozpaczliwe, że aż wspaniałe. Lament aniołów. Czuła, że ma w sobie cząstkę, która walczy o przeżycie. Niczym zamknięty w klatce feniks, chce się uwolnić i odlecieć, lecz nie ma ku temu sposobności. Mimo wszystko, tak bardzo tego chciała.

- Walcz. Obiecałaś mi to, prawda? Że nigdy się nie poddasz. Tam gdzieś wciąż są twoi przyjaciele, czekający na twój powrót, na ratunek.

Kałuża krwi pod nimi z każdą chwilą robiła się coraz większa i spływała powoli małymi strumieniami po całym polu walki.

Dostrzegł, że i ona traci powoli oddech. Zmienny blask w jej oczach co chwilę wygasał, tak samo jak i jego. Oboje umierali, czuli to. Wciąż jednak toczyli ostateczną, najważniejszą walkę.

- Jeśli wciąż mnie słyszysz – wziął głęboki oddech – pamiętaj …

Zmrużył delikatnie czarne powieki. Nachylił się z dużym wysiłkiem jeszcze niżej i złożył swe usta na jej chłodnym czole. Chwilę po tym poczuła, jak jego ciężkie ciało głucho opada na jej ramię, wyszeptując cicho ostatnie słowa:

-  Zawsze byłaś moim światłem.

I nagle zapadła głucha cisza. Deszcz, piękny lament, odległe odgłosy, wycie wiatru. Wszystko to zniknęło, pogrążając ją w przytłaczającej ciszy. Czuła, jak leżące na niej ciało z każdą chwilą staję się coraz zimniejsze. Chciała coś powiedzieć, choćby szepnąć, by przerwać tą przerażającą ciszę, lecz nie potrafiła. Nie była nawet świadoma tego, jak powoli z jej oczu zaczynają wypływać łzy. Jedna po drugiej, niczym małe kryształy toczyły się po jasnych porcelanowych policzkach. Nie słyszała swoich myśli, nie potrafiła ich wypłakać, wypowiedzieć, wykrzyczeć. Chodź tak bardzo chciała. Pozostała cicha.

Wyczuwała w swym ciele coraz słabszy puls. Wbite ostrze przeszywające jej ciało paliło niemiłosiernie wszystkie przewody nerwowe, jakby było płynnym ogniem. Ostatkami sił uniosła swą dłoń i chwyciła nią rękę chłopaka, splatając z nim palce. Nie wiedziała dlaczego. Nie czuła nic, co mogło by jej na to odpowiedzieć, a usta i myśli wciąż pozostały ciche. Jej powieki stawały się coraz cięższe, zaczęły powoli opadać, chcąc pogrążyć ją w wiecznym śnie. Chciała im na to pozwolić, gdyby nie to, że przerażający krzyk rozdarł panującą ciszę.

Otworzyła gwałtownie powieki wpatrując się w postać, która nagle zajaśniała unosząc się nad ziemią. Dziewczyna o długich, jasnych włosach i dwóch skrzydłach o odmiennych barwach – czarnym i białym. Gromadziła wokół siebie niesamowicie wielką strefę mocy. Mimo, że jaśniała, jej ciało opływały czarne wstęgi mroku. Nawet z tak daleka dojrzeć mogła na jej dekolcie wielką, czarną różę, która zdawała się ową czarną aurę rozpraszać. To do niej należał ten rozdzierający krzyk.

- Shiro! – gdzieś w dali usłyszała głos swego wcześniejszego przeciwnika.

Dziewczyna wiła się w powietrzu, jakby dręczona niewidzialnymi torturami. Nagle zawisła w bezruchu, by po chwili z mocnym impetem uderzyć o ziemię.

- Shiro! Oi! Shiro! – wciąż ten sam, słaby głos.

Mimo swojego fatalnego stanu, podniosła się i zaczęła powoli kierować w jej stronę. Ciężko oddychając, potykała się co chwilę, lecz wciąż szła do przodu. Gdy stanęła tuż przy ich niemal martwych ciałach, wyciągnęła dłoń przed siebie, wskazując coś przy nieco ponad głową istoty. Kobieta podążyła za jej wzrokiem i dopiero teraz spostrzegła czarno-srebrną mgłę, która krążyła nad jej głową.

- Odejdź. Zebrałaś już swoje żniwo. Czas zakończyć twą ucztę.

Poświata zawirowała nieznacznie i nagle wydobył się z niej niski syk.

- Córko Ciemności i Światła, jaka moc zmusiła mnie, do zapomnienia o twym przysiężeniu? Wszak sama zaoferowałaś mi swą bogatą duszę. Czyżby nadszedł czas twojego poświęcenia? Blaskiem pieczęci czuję zbliżające się bramy otchłani. Dziś twa dusza, będzie moją.

- Niczego bardziej nie mogę znienawidzić, jak myśli, iż oddać się mam w twoje kościste ramiona. Pakt jednak zostanie dokonany. Swoją część wykonam, pragnę zobaczyć, jak ty dotrzymujesz wcześniej złożonej przysięgi. Nie jedna dusza przestrzegała, by mieć słowo śmierci jako ostatnie, które się przed nią usłyszy.

Z mgły wyłoniła się postać odziana w długi, ciągnący się srebrny płaszcz. Na głowę narzucony miała kaptur, który całkowicie zakrywał jej twarz.

- Przysięgłam na swe imię, masz więc zapłatę. Czego żądasz?

- Ostatnich dwustu dwudziestu dwóch sekund i cofnięcia tego, co zostało wykonane.

Postać wyprostowała się.

- Chcesz dokonać cofnięcia wydarzeń?

- Jedynie ostatnie dwa kwartały. Czyż nie masz ku temu mocy? – zapytała anielica, przyklękując na jedno kolano z wyczerpania.

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – cichy, przerażający szept spod peleryny ogarnął całą przestrzeń.

Spod płaszcza wyłoniła się koścista dłoń, wyciągając się ku niebu. Z jej wskazującego palca wystrzeliła czarna kropla, która wznosiła sie coraz wyżej i wyżej, aż w końcu jakby natrafiła na przeszkodzę i rozprysnęła się. Wówczas cały świat zaczął szybko wirować.

Biało czarny anioł rozłożył szeroko swe skrzydła, które nagle zapłonęły jasnym ogniem.

- Poświęcenie naznaczenia ku stworzycielom obu ras wysłuchajcie mnie! Majestatyczne słońce i płynny księżycu! Równowaga już nigdy nie zostanie zachwiana, ofiary stało się zadość! Przywróćcie ciemność dniowi i jasność nocy!

Dookoła wybuchł chaos. Wielka powierzchnia służąca za pole walki zaczęła się powoli kruszyć. Na jej samym środku powstał wielki snop światła, emanując z niesamowitą siłą. Przedzielił przestrzeń na dwie części. Zamykając stworzenia ciemności po jednej, anielice zas pod drugiej. Wielkie fragmenty nieba odrywały się od nieboskłonu. Wszystkiemu towarzyszył niesamowicie wielki hałas.

Poczuła, jak powoli wracają jej siły. Ostrza przebijające jej ciało rozprysnęły się na tysiące małych drobinek, więc mogła wziąć wreszcie głęboki, zachłanny oddech. Poczuła, jak w miejsce ran wdziera się przyjemne ciepło, zasklepiając je. Powoli ulatywała z niej cała nagromadzona moc. Rysy twarzy złagodniały, włosy zaczęły wracać stopniowo do wcześniejszej czerni. Zamrugała kilka razy powiekami, a w miejscu migdałowych źrenic pojawiły się perłowe. Dopiero po chwili dostrzegła pasma oplatające chłodne, wciąż leżące na niej ciało. Przewróciła się gwałtownie na bok, nachylając nad nim.

- Gaara … – głos miała zachrypnięty, lecz zdziwiło ją, z jaką łatwością wypowiedziała te słowa – Gaara … Gaara! – błądziła opuszkami palców po jego chłodnej twarzy.

Nie odpowiadał. Był zimny. Blady. Nie mówił. Nie oddychał. Nie patrzył na nią. Nie żył.

- Gaara … – nachyliła się nad nim, przykładając dłoń do jego policzka – Gaara … .

Świat się rozpadał. Wszędzie dookoła otulała ich czerń. Dostrzegła Sasuke i Naruto, którzy cali i zdrowi biegli w ich stronę, tak samo jak kitsune. Nagle jednak ciemność ich dogoniła, pochłaniając i sprawiając, że ich sylwetki zniknęły.

- Gaara! – krzyknęła rozpaczliwie, gdy cienie były coraz bliżej.

Poddała się, zrezygnowała. To ona go zabiła. To była jej wina. Przycisnęła dłoń do jego klatki piersiowej i zaszlochała na tyle, na ile pozwalało jej ciało.

Nagle poczuła na dłoni uścisk. Poderwała pospiesznie głowę do góry i zamarła.

Wpatrywała się w nią para idealnie turkusowych źrenic.

Chłopak przyłożył swoją dłoń do jej własnej, która spoczywała wciąż na jego policzku. Jego oczy wyrażały bezgraniczne zdumienie, strach i nikłą nadzieję.

- Hi … – zaczął lekko schrypniętym głosem.

Nie dane mu było jednak dokończyć. Powierzchnia pod ich stopami gwałtownie się zatrzęsła i zaczęła pękać. Ciemność ogarnęła ich oboje sprawiając, że wpadli w niesamowicie silną rotację, która niczym ogromny wir obracała ich wokół swej osi. Dookoła wirowała barwa wszystkich kolorów, mieszając się ostatecznie w szkarłat. Zaczęło ich odciągać w dwie różne strony, mimo wszystko, starali się opierać niesamowitej mocy.

- Hinata! – chłopak wyciągnął w jej stronę rękę, gdy zbliżył się dostatecznie blisko.

- Gaara! – zrobiła to samo.

Z niesamowitą paniką, wręcz rozpaczą próbowali schwycić swe dłonie, jakby obie były ich ostatnią nadzieją. Ich palce mijały się niemalże o milimetry. Tak desperacko pragnęli siebie dotknąć, że przesłaniało im to cały obraz tego, co się wokół nich dzieje. Nagle ich dłonie musnęły sie delikatnie, a wtedy nagle Hinata spadła gwałtownie w dół z głośnym, pełnym rozpaczy krzykiem. Zniknęła mu z punktu widzenia. Obraz powoli się rozmazywał. Nie mógł się ruszyć z miejsca …

Nastała nieprzenikniona niczym ciemność.

//

Dobra, jest! Napisałam! 3700 słów :] Może nie poszło mi tak jak chciałam, ale chyba nie jest źle ^^ Do końca historii został nam jeszcze ostatni, 27 rozdział i epilog. Co myślicie o tym rozdziale? Jestem ciekawa waszych opinii ^^

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | 5 komentarzy

Gaara X Hinata Rozdział 45 ~ Czas Przeznaczenia / Finał cz. 1

Powietrze rozświetlone południowym słońcem przepełniło tysiące wirujących piór. Jeden po drugim piękne anioły zaczęły się wyłaniać zza karmazynowych obłoków. Każdy identycznie piękny i groźny, niczym wielka armia dzierżąca na swych barkach wspólne brzemię.

Rin oderwała się od okna i biegiem rzuciła się w kierunku komnat na drugim piętrze. Jej serce łomotało głośno, niemal rozsadzając klatkę piersiową.

Czyżby już nadszedł czas?

Wpadła na duże drzwi i pchnęła je z całej siły, a one ustąpiły z cichym skrzypnięciem.

Blondwłosy chłopak leżał na środku pokoju i wpatrywał się w malowidła widniejące na suficie. Pomiędzy jego dłoniami co chwilę mogła dostrzec delikatny blask złotego światła.

- Naruto! – spojrzał na nią zdumiony swymi błękitnymi źrenicami – Nadchodzą!

Chłopak poderwał się na równe nogi i chwycił ją za rękę. Oboje skierowali się jak najszybciej na ostatnie piętro, a w głowie każdego z nich szalała burza myśli. Czy to już ten czas? Czy nadeszła tak dług wyczekiwana chwila?

Wpadli do największej komnaty, w której szklane drzwi wychodziły na ogromny taras. Oboje zatrzymali się tuż przed nimi. Ich nierówne oddechy i bicie serc zdawały się być głośniejsze od trzepotu tysięcy skrzydeł. Spojrzeli na siebie oboje i ścisnęli pokrzepiająco dłonie.

- Gotowy?

Kiwnął głową, zaciskając usta w cienką linię. Pchnęli delikatne tworzywo i oboje wstrzymali gwałtownie oddechy. Przed nimi rozciągała się niewypowiedzenie ogromna armia. Tysiące, czy może nawet setki tysięcy pięknych istot unosiło się w powietrzu na śnieżnobiałych skrzydłach. W dłoniach każda z nich dzierżyła długą włócznię, na plecach ich zaś przepasane były srebrne łuki. Rozciągały się na całą linię horyzontu, niemal dotykając ostatecznej granicy.

- Przenajświętsza Yume-sama – szepnęła cicho Rin, odzyskując oddech.

Na środku ogrodowego tarasu stała dobrze im znana z wyglądu dziewczyna. Gdyby nie białe pasma w czarnych niczym noc włosach, można by powiedzieć, że nie różni się niczym od dobrze im znanej przyjaciółki. Jednak moc i majestat, które od niej biły były wręcz przytłaczające.

- Hinata – szepnęli cicho oboje.

Dziewczyna podniosła na nich swe zasnute potęgą oczy. Uniosła dłoń ku górze i zacisnęła ją w pięść.

- Nadszedł czas ostatecznego sądu – jej zimny, mrożący krew w żyłach głos potoczył się po całej przestrzeni, wywołując u niebiańskich istot kakofonię głośnych, skrzekliwych krzyków.

~~*~~~*~~*

Naruto i Rin w zdumieniu wpatrywali się w Hinate, która dość niezdarnie starała się odpiąć od ściany zbroję wykonaną z białego złota. Gdy w końcu jej się to udało, na jej policzkach widniał delikatny rumieniec. Mimo wielkiej potęgi, która od niej biła, wydawała się być zagubioną dziewczynką, którą ktoś wyjął z pięknej bajki i umieścił w największym piekle, do jakiego mogła tylko trafić.

- Hinata … – Rin podeszła do przyjaciółki chcąc ją objąć, jednak ta gwałtownie odtrąciła jej ręce.

- Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, lecz głos wyraźnie jej zadrżał.

Westchnęła głęboko i obdarzyła ich najbardziej chłodnym wzrokiem na jaki było ją stać.

- Zostawcie mnie samą …

- Hinata! Dlaczego … – złotowłosa znów postawiła krok w jej stronę, lecz poczuła nagle na swym ramieniu silny uścisk.

Naruto pokręcił głową i rzucił czarnowłosej smutne spojrzenie. Chwycił Kagamine za rękę i oboje wycofali się z sali.

Widzisz do czego doprowadziłaś? Właśni przyjaciele cię nienawidzą! Boją się ciebie! Gardzą tobą!

 - Zamilcz! – Hyuga chwyciła się za głowę i oparła plecami o ścianę, osuwając się po niej.

Nie ma już odwrotu, wiesz? A co jeśli będziesz musiała Go zabić?!

- Zabić? „Go”? Kim jest on? – zdumiona przekrzywiła głowę lekko w lewo.

Żałosne. Zapomniałaś? Ach tak, jak mogłabyś pamiętać, skoro jesteś potworem bez serca? Tak żałosna istota jak ty nie ma prawa istnieć. Nie lepiej zakończyć to teraz?

Dopiero teraz Hinata dostrzegła w swej dłoni mały, srebrny kunai, na którym wygrawerowany był symbol ANBU z oplecioną wokół niego różą. Uśmiechnęła się melancholijnie.

- Nie próbuj przejmować nade mną kontroli, nie uda ci się to. Postanowiłam doprowadzić tę wojnę do końca i nie zdołasz mnie powstrzymać.

Jestem jedyną osobą, która jest w stanie cię pokonać. Jestem tobą i tylko ja mogę cię przewyższyć. Nie zapominaj o tym.

- Wiem, wiem.

Tym razem jej mroczna połowa pozostała cicha wewnątrz niej, nie odpowiadając już na nic. Dziewczyna westchnęła głośno i się przeciągnęła. Chwyciła w dłonie ciężką zbroję i stanęła przed lustrem.

„Na pewno jestem gotowa?”

Wsunęła na swoje ciało delikatną w dotyku, białą suknię, której tren ciągnął się z tyłu po ziemi.

„Z czym tak naprawdę przyjdzie mi się zmierzyć?”

Na piersi zapięła cienką niczym kartka papieru zbroję, która lśniła nikłym, złotym blaskiem. Chwyciła rękojeść długiego ostrza, przyglądając się jego pięknym rzeźbieniom.

„Czy na pewno postępuję słusznie?”

Westchnęła głośno owijając swe włosy wokół pięści.

A jeśli to wszystko jest kłamstwem? 

Szybkim, płynnym ruchem przeciągnęła po nich ostrzem. Czarne pasma opadły na kryształową posadzkę, niczym wijące się węże. Dopiero teraz dostrzegła płynącą po dłoni czerwoną stróżkę krwi. Nim zdążyła bliżej się jej przyjrzeć, na ranie zapłonęły niebieskie płomienie, w jednej chwili ją zabliźniając.

- Moja moc zawsze będzie z tobą Hime, nie ważne jaką decyzję podejmiesz – białowłosy kitsune pojawił się nagle znikąd i położył dłonie na jej ramionach.

Zdumiona podniosła twarz na lustro, by dostrzec stojącego za nią lisa.

- Kiryu-sama – szepnęła cicho, zakrywając jego dłoń swoją własną.

I właśnie wtedy poczuła po raz pierwszy w swym życiu, że czuje wewnętrzny strach. Nie było to uczucie, którego ludzie boją się przed śmiercią. Było to uczucie podobne do powolnego konania. Niczym trucizna, strach o podjęte decyzje zaczął powoli zasiewać w jej duszy przerażenie. Do tej pory zdawała się robić wszystko prowadzona przez jakiś impuls, który właśnie w tej chwili zniknął. Widząc spływające po swych bladych policzkach łzy nie mogła pojąć, dlaczego zmartwienie aż tak bardzo przeszywa jej myśli. I nagle to poczuła. Już wiedziała. Ochrona. Musi chronić to, co jest dla niej tak ważne. Jednak jak ma tego dokonać, gdy nawet nie wie, czym jest „to”? Zacisnęła drżące dłonie.

- Nie powstrzymuj się. Pozwól temu strachowi cię opanować, a wtedy sprawisz, że całkowicie odejdzie.

Delikatnym pociągnięciem dłoni odwrócił ją w swą stronę i spojrzał jej głęboko w oczy.

- Zaufaj swemu sercu. Mogli chcieć odebrać ci wszystkie twe uczucia, lecz ja nawet stojąc przed tobą słyszę, jak niecierpliwe i niepewne wygrywają w twej klatce piersiowej melodię. Uwolnij je Hinata. Tylko ty sama możesz wygrać bitwę, która wyniszcza cię od środka.

- Nie mogę – szepnęła rozszerzając powieki – Nie mogę tego zrobić. Nie bez „tego”.

- Hinata, twój los jest wyłącznie w twoich rękach – odparł pewnie kitsune.

Jego włosy zaczęły się powoli wydłużać, a oczy przyjęły ciemniejszą barwę, ukazując jego pełną majestatu postać. Machnął niecierpliwie swymi puszystymi ogonami.

- Muszę szukać. Muszę to „odnaleźć” – pewność siebie na nowo zabiła od jej sylwetki, dodając jej jakiegoś tajemniczego blasku – Ruszajmy.

- Jak sobie życzysz Hime – uśmiechnął się z satysfakcją, mrużąc oczy.

Delikatne światło okryło jego sylwetkę, która zaczęła się deformować i wydłużać. Ostatecznie przyjęła formę wielkiego lisa, którego dziewięć puszystych ogonów powiewało na wietrze. Nie zastanawiając się ani chwili Hyuga wspięła się na jego grzbiet. Lis dumnie wkroczył na taras, gdzie przywitany został falą głośnych, bojowych okrzyków.

- Ruszajmy po zwycięstwo – mimo, że cichy, głos dziewczyny podniósł się po całej przestrzeni.

Kitsune powoli ruszył przed siebie. Jego srebrna sierść lśniła w promieniach znikającego słońca. Powoli nabierał prędkości aż w końcu wyskoczył przed siebie i zaczął pędzić w stronę granicy z nieokiełznaną prędkością. Tuż za nim niesieni na jasnych skrzydłach podążali Uzumaki i Kagamine, a w tyle cały orszak anielski, który na tle ciemniejącego nieba zdawał się błyszczeć ze zdwojoną siłą.

***

Wiatr zdawał się wywiewać z jej głowy wszelkie myśli i niepokoje. Im bliżej granicy byli, tym wyraźniej widziała nikłą ścianę światła, którą była. Po drugiej stronie płynnej energii dostrzegała zmierzającą w ich stronę ciemną taflę. Potęga biła od nich nawet z tak dużej odległości, przyprawiając ją o pewnego rodzaju zniecierpliwienie. Niczym przelewające się czarne wody, przerażająca armia demonicznych istot ciągnęła za sobą burzowe chmury. Wielki lis zatrzymał się dosłownie milimetry od samej granicy. Hinata przymknęła oczy i sięgnęła w głąb siebie, dobywając drzemiącej w niej energii. Wtedy też z jej pleców wystrzelił snop jasnego światła, który uformował się w niewielkie, złote skrzydła. Zsunęła się z grzbietu kitsune i wdzięcznie wylądowała na karmazynowych obłokach, które były twarde niczym kamień.

Dostrzegała stojące za barierą zło. Jego energia była niemal namacalna. Gdzieś głęboko w sobie poczuła wielką odpowiedzialność. Nie pozwoli, by jej cel został zaprzepaszczony. Nikt nie odbierze im sfery. Nie ważne, jak wielka byłaby jego potęga. To jasność zawsze zwycięża światło.

Dostrzegła za barierą niewielki ruch, więc na nowo skupiła na nim swe srebrne źrenice. Stał tuż przed nią. Dzieliła ich jedynie ściana niezwykle potężnego światła. Tuż po drugiej stronie … wyczuła długo nieznane jej uczucie. Wiedziała, czuła, że jest tam rzecz, którą chce chronić oraz, że znajduje się ona w złych rękach. Wyciągnęła dłoń w stronę bariery i skumulowała w niej potężną energię, cała moc jednak rozproszyła się w ułamku sekundy. Zdumiona przeniosła wzrok na swe ręce.

- Hinata … pozwól – cichy głos Rin wyrwał czarnowłosą ze zdziwienia – Tutaj zaczyna się moja rola.

Złotowłosa stanęła tuż przed barierą. Zrzuciła ze swych ramion płaszcz, pod którym miała jedynie niewiele zakrywające paski białego materiału. Dziewczyna westchnęła głośno i wyciągnęła obie dłonie w stronę bariery.

- Hinata-chan cieszę się, że dotarłyśmy aż tak daleko – szepnęła cicho – Nidy nie miałam prawdziwej przyjaciółki, lecz ten krótki spędzony z tobą czas zrekompensował mi to. Jestem szczęśliwa – dodała z uśmiechem – Szczęśliwa, że cię spotkałam i poznałam swe przeznaczenie. Od zawsze czułam się niekompletna, lecz teraz … wreszcie czuję się pełna – objęła się ramionami i wzniosła załzawione oczy do nieba – Jeszcze jedno – czarnowłosa przeniosła na nią zdumione spojrzenie – Pamiętaj, że twój dom to nie wioska, klan, przestrzeń czy świat. Prawdziwy dom jest tam, gdzie chce się udać twoje serce. Dziękuję Ci, Hinata-chan … – jej przepełnione wzruszeniem i szczęściem słowa zagłuszył odgłos pękania.

Całą barierę przecięło wielkie pęknięcie. Klucz jawiący się na ramieniu i plecach Kagamine zajaśniał jasnym światłem, a dziewczyna krzyknęła z rozdzierającego bólu. Jej ciało również zaczęło powoli pokrywać się pęknięciami.

-  Rin! – Naruto wyrwał się w jej stronę, lecz bijąca od niej moc odepchnęła go – Hinata zrób coś do cholery! – wrzasnął chłopak w stronę Hyugi.

Ta jednak stała z lekko uchylonymi ustami i rozszerzonymi do granic możliwości źrenicami. Również po drugiej stronie bariery jasny snop światła wzbił się w górę, przyjmując postać klucza.

Nagle sylwetka Rin zakołysała się w powietrzu. Dziewczyna zebrała ostatnie siły i z rozpędem wskoczyła w barierę sprawiając, że ta runęła niczym zbity kryształ. Na przywitanie wyszły jej ramiona chłopca o włosach tego samego koloru co jej własne. Jego ciało było w identycznym stanie. Objął ją z całej siły i wtulił twarz w zagłębienie jej szyi.

- Len! Len! – łkała dziewczyna wtulając się w niego z całej siły.

- Jestem z ciebie dumny Rin – jego głos wywołał na jej twarzy wzruszający uśmiech.

- Tęskniłam za tobą braciszku

- Wiem – zaśmiał się chłopak – Nie martw się malutka. Już nic nas nigdy nie rozdzieli.

Nagle ich ciała zajaśniały z jeszcze większą siłą, zmuszając wszystkich do przesłonięcia oczu dłońmi. Gdy blask zmalał, nie było już ani śladu po złotowłosym rodzeństwie, ani barierze.

Hinata nieświadoma nawet łez płynących po jej policzkach zadarła gwałtownie głowę i zamarła. Stała naprzeciw wyższego o głowę chłopaka. Chorobliwie blada skóra kontrastowała z czarnymi włosami, które poprzecinane były czerwonymi pasmami. W czerwonych źrenicach potrafiła dostrzec migające odcienie turkusu, który zdawał się przewiercać jej duszę. Najbardziej jednak uwagę przyciągał wytatuowany na jego skroni symbol, który w kanji oznaczał miłość.

Nie mogli oderwać od siebie oczu. Ona wyglądała na niepewną i zdumioną, on zaś wpatrywał się w nią zszokowany, jakby chcąc poznać w niej kogoś, kim nie była.

- Nie spodziewałem się, że spotkamy się na polu walki – znajomy głos wyrwał ją z dziwnego odrętwienia.

Przeniosła wzrok w prawo gdzie dostrzegła dobrze jej znaną, zawsze wyrażającą się z ironią sylwetkę. Te czarne oczy pozna wszędzie.

- Sasuke … – szepnęła, a w matowych oczach po raz pierwszy od długiego czasu błysnęło coś na wzór radości, która szybko jednak stłumiona została przez obowiązek.

- Tęskniłem Hime – chłopak bez jakiegokolwiek skrępowania podszedł do niej i chwycił w palce krótki kosmyk jej świeżo ściętych włosów.

Nim ktokolwiek zdążył się spostrzec, srebro błysnęło w powietrzu. Dłoń chłopaka bezwładnie opadła na ziemię, zaś Hinata cofnęła się z cichym krzykiem. Kitsune stanął przed Hyugą w swej ludzkiej postaci, dzierżąc w dłoni srebrne ostrze.

- Nie wasz się jej dotykać – jego zimny głos przeszył powietrze niczym strzała.

Uchiha chwycił krwawiący nadgarstek, mocno zaciskając na nim palce drugiej ręki. W jednej chwili cała gama ciepłych uczuć zniknęła z jego oczu. Z głośnym krzykiem dobył swej katany, przewiązanej pod czarnym kimonem. Z furią w oczach rzucił się na kitsune, lecz jego broń zablokowana została długą, białą włócznią. Jej właściciel zmrużył błękitne oczy.

- Nawet nie próbuj Sasuke

Uchiha nic nie odpowiedział, tylko jeszcze zacieklej starał się dostać do ogoniastego ducha, który stał przed Hyugą niczym tarcza. Dziewczyna zbierała siły. Wszystkie jej myśli i postanowienia gdzieś się nagle ulotniły. W jej dłoniach przelewało się światło, które nagle przyjęło formę długiego sztyletu ze zdobioną rękojeścią.

Nim zdążyła wypowiedzieć choćby jedno słowo, obie strony ruszyły na siebie tworząc nieokiełznany chaos. Światło zlało się z mrokiem, rozpętując ostateczną wojnę pomiędzy dobrem i złem.

 

//  Moi kochani, rozdział dłuższy niż planowałam! Specjalnie po to, żeby wynagrodzić wam tak późne publikacje, wybaczcie mi ”^^. Jakoś mi to pisanie ostatnio nie idzie, jednak w natłoku obowiązków jakie przed sobą ma nie jestem w stanie się skupić na tym, co lubię najbardziej ;c. Do końca zostało mi już co prawda niewiele. Planuję około 2 rozdziały i epilog. Jednak mogę pocieszyć was wiadomością, że kolejne dwa blogi już są w trakcie tworzenia i prawdopodobnie ruszą jakoś tak do dwóch miesięcy ^^ Tak więc zachęcam do komentowania i wszelkiej krytyki dzisiejszej notki ^^

Opublikowano Bez kategorii | 8 komentarzy

Gaara X Hinata Rozdział 44 ~ Początek

Z ociąganiem uniosła osnute snem powieki i od razu zmrużyła je od napływającej zewsząd kakofonii kolorów. Całe jej ciało zdawało się być przykute do ziemi przez jakiś niewyobrażalnie wielki ciężar. Podniosła się jednak i usiadła, rozglądając dookoła. Miejsce to nie przypominało żadnego, które do tej pory widziała, albowiem była to rozciągająca się daleko poza zasięg wzroku pustynia z białego piasku. Gdzieniegdzie pośród niewielkich wydm wyrastały równie śnieżne, przyozdobione miejscami złotym blaskiem drzewa. Nieboskłon wyglądał niczym płynne złoto, które leniwie przelewało się po całej przestrzeni. Wszędzie wokół wirowały płatki kwitnących kwiatów, a ich zapach podobny był kwiatom wanilii. Wzięła głęboki wdech, upajając się piękną wonią.

Gdzie ja jestem?

Zamiast rozbrzmieć w głowie, głos jej poniósł się echem po pustyni, porywając za sobą kilka ziaren piasku. Nagle w oddali dojrzała srebrny blask, który w jednej chwili tknął jej duszy. Czuła, jak ją wzywa … jak szepce cicho jej imię. Podniosła się pospiesznie i biegiem puściła  w jego stronę. Kujące ziarenka wbijały się w jej bose stopy, mimo to wciąż nieugięcie podążała przed siebie.

W jakim celu zostałam tu sprowadzona?

Gdy wyłoniła się zza jednej z wydm, jej perłowym oczom ukazała się jasna, turkusowa toń. Wokół wielkiego jeziora unosiła się delikatna mgiełka o niemal tym samym kolorze. Na delikatnej tafli zaczęły się tworzyć kręgi. Hinata wpatrywała się w nie niczym zahipnotyzowana. Nagle woda wystrzeliła gwałtownie do góry, rozrzucając wokół tysiące małych kropel. Wodne pnącza tańczyły wściekle na całej powierzchni jeziora. Wystraszona tak nagłą zmianą zaczęła się powoli cofać, bezszelestnie, krok po kroku. Nim jednak zdążyła jakoś inaczej zareagować w jednej chwili pnącza puściły się w jej stronę, wiążąc jej dłonie i ciągnąc w stronę wzburzonej toni. Mimo najszczerszych starań nie mogła wydobyć z siebie choćby krzty chakry. Zupełnie jakby wszystkie jej punkty zostały zablokowane. Z całych sił zapierała sie nogami, lecz nie przynosiło to żadnego efektu. Ostatecznie została wciągnięta w wodną toń i wciąż upadała powoli w jej głąb. Momentalnie ogarnął ją błogi spokój. Gdy dotknęła stopami dna, w jej głowie rozległ się nieznany głos.

Moja najukochańsza nosicielko, czas już nadszedł

Czekałam uśpiona w twym wnętrzu, prowadząc cię ścieżką wybranych

Wiem, że podjęłaś słuszną decyzję, zamykając swe serce

Dlatego też daję ci wszystko

Ciało Hyugi oplatać zaczęły wstęgi złotego światła. Wnikały powoli w jej skórę, wędrowały do ust i oczu, wypełniając ją całą. Nigdy jeszcze nie dostąpiła tak wielkiej potęgi. Moc zdawała się rozsadzać ją od środka. W niesamowitym tempie wybiła się na powierzchnie, stając na wzburzonych kręgach wody. Na jej plecach ukazały się ogromne skrzydła, które wyglądały niczym stworzone z białego złota. Niektóre pasma w jej czarnych włosach przejęły śnieżny odcień, perłowe zaś źrenice stały się srebrne. Straciła ostatnią rzecz, która wiązała ją ze światem ludzi – Byakugan.

Wtedy też z piaskowych wydm zaczęły wynurzać się znane jej sylwetki. Kobiety o pięknej urodzie, długich, złotych włosach i śnieżnych skrzydłach na plecach. Każda z nich wyglądała tak samo. Wielka armia przyklękła przed wybraną, która wniosła ponad nimi swe dłonie.

- Nadeszła pora ostatecznego sądu – jej cichy głos niesiony wiatrem rozbrzmiał na całej pustyni.

***

- Widzisz Gaara? Gdyby nie wyjątkowy zbieg okoliczności, nigdy nie zostałbyś człowiekiem. Twoją … nie … Naszą naturą od zawsze było istnienie jako stworzenia mroku. Gdyby tylko rodzice oddali mi Twoje naznaczenie … zapewne wciąż by żyli. Nigdy nie musiałbyś zstępować do świata ludzi. Teraz już wszystko jest w porządku … – przekrzywił głowę, przez co jego kości nieprzyjemnie strzyknęły – Dołącz do mnie Gaara. Prowadźmy wojnę ku zwycięstwu razem!

Pustynny demon wsparł dłoń na ścianie by powstać i dumnie się wyprostować.

- Gray … – jego pusty głos był niczym w porównaniu do chłodnego spojrzenia.

- Przecież takie jest nasze przeznaczenie, czyż nie?! – do oczu białowłosego demona wstąpiło szaleństwo – To ja powinienem być wybranym! Ja! Jednak nie ma to już znaczenia, skoro powróciłeś – podszedł bliżej i rozpostarł ramiona – razem przejmiemy sferę.

-  Gray … tak wiele lat nie miałem pojęcia o twoim istnieniu. Przez tak wiele lat żyłem jako człowiek, porzucając swoje prawdziwe przeznaczenie – podszedł do białowłosego i objął go, a gdy poczuł jak jego brat oddaje uścisk, kontynuował – Jesteś moim bratem. Płynie w nas ta sama, zbroczona grzechem krew. Jesteś taki sam, jak ja kiedyś – zrównał się z nim spojrzeniem i przesunął dłoń na jego klatkę piersiową – i dlatego właśnie nie mogę pozwolić ci żyć.

Odgłos pękających kości poniósł się echem po pustej sali. Ciemna posadzka szybko zaczęła się zalewać szkarłatną cieczą.

- Gaara – Gray uniósł dłoń i położył ją na policzku swego młodszego brata – dlaczego? Przecież … – z jego ust trysnęła krew, opadł na kolana – jesteśmy braćmi.

- Wybacz – unikając wzroku konającego, przeszukał jego płaszcz i wyjął z kieszeni długi, mosiężny klucz.

Nie zwracając uwagi na jego lamenty, pełne bólu i zawodu jęki, skierował się w stronę prowadzących w dół schodów.

***

- Chyba straciłem już poczucie czasu – czarnowłosy chłopak zaśmiał się cicho, starając się ukryć niesamowity ból palący jego klatkę piersiową.

Gdy nie usłyszał odpowiedzi, zdumiony podniósł się do pozycji siedzącej na tyle, na ile pozwalały mu kajdany.

- Shiro?

Kolejna długa chwila milczenia.

- Zastanawiam się, gdzie popełniłam błąd – cichy, przepełniony żalem głos wprawił jego ciało w drżenie.

Odetchnął jednak z ulgą, starając się w panujących ciemnościach wypatrzeć jej oczy.

- O czym znowu mówisz? – westchnął, udając zirytowanego.

- Mam złe przeczucie. Coś musiałam zrobić źle, ale nie mogę sobie przypomnieć co …

Nagle do ich uszu dobiegło głośne skrzypienie, a po chwili kroki. Pomiędzy zawiłymi korytarzami można było zauważyć jakiś tlący się blask płomieni.

- Na mnie już pora – poczuł na policzku jej ciepłą dłoń – spotkamy się niedługo.

Jej obecność rozproszyła się niczym cień. Sasuke wziął głęboki wdech powietrza, po czym spazmatycznie zakaszlał. Zaczynało mu już brakować tlenu. Nagle ciemność celi rozproszyło jasne światło.

- Uchiha? – zdziwiony głos Gaary podziałał na chłopaka wręcz oszałamiająco

- No Sabaku? – z jego gardła ledwie dobył się głos.

- Cholera, nic nie mów! – w jednej chwili dostał się do środka i oswobodził czarnowłosego.

Przełożył sobie jego ramię przez barki i pomógł mu wyjść na zewnątrz.

- Nigdy bym nie pomyślał … że tak się ucieszę widząc twoją gębę – Sasuke mimo fatalnego stanu zaśmiał się.

Gaara pokręcił głową z dezaprobatą, lecz na jego usta również wstąpił uśmiech.

Gdy oboje wydostali się przed posiadłość, usiedli na schodach. Uchiha od razu nabierał nowych sił. Ogarnęło go porażające uczucie, jakby księżyc przekazywał mu swą siłę, lecząc jego rany.

- Niezła komedia – przeczesał włosy dłonią

- Spójrz lepiej na to – zdumiony ton byłego kazekage zwrócił jego uwagę.

Przeniósł wzrok na linię horyzontu, gdzie w ich kierunku poruszała się niewymownie wielka armia. Jeden obok drugiego, demony maszerowały ani na chwilę nie przerywając swej wędrówki. Rozciągali się oni na całą linię horyzontu, gdzie nie można było dostrzec ani początku, ani końca szyku, a przewodniczył im dobrze znany, złotowłosy chłopak.

- To chyba do ciebie – szepnął Uchiha nie mogąc wyjść z podziwu.

W głębi jego serca czaił się niepokój. Już niedługo będzie musiał stanąć naprzeciw swej kochanej hime, odwiecznej przyjaciółce, którą kochał niczym młodszą siostrę. Czy odpowiednio przygotowała się na tę wojnę? Pod żadnym pozorem nie może jej pozwolić zginąć. Jednak by tego dokonać musiałby zgładzić Gaarę? Czy będzie w stanie podjąć słuszną decyzję?

// No witam kochani ^^ Ciągnie mnie do skończenia tej historii, więc dzisiaj wstawiam kolejną już notkę. Wiem, że nie zaszalałam z długością, ale jakoś nie mam ostatnio kompletnie weny do pisania… mimo to pociągnę jeszcze tą historię do końca. Do finału została nam jedna, może dwie notki. Szału jakiegoś nie ma, co? Niestety, wypaliłam się już niemal całkowicie – wybaczcie mi ^-^”.  Cóż … mam nadzieję, że choć jedna osoba wytrwa ze mną jeszcze do samego końca. Życzę  wszystkim udanego sylwestra ;] Do następnej notki! ^^

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | 10 komentarzy

Gaara X Hinata Rozdział 43 ~ Poświęcenie

- Nie takiego biegu wydarzeń się spodziewałeś, czyż nie? – rozbawiony głos demonicznej anielicy rozniósł się echem po korytarzach.

- Byłem gotowy na wszystko, ale to … – szarpnął łańcuchami, które skuwały jego nadgarstki – było ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałem.

Wilgotne i zimne podziemia ogarniała ciemność, w której bardzo wyraźnie dostrzec mógł jedynie jej szkarłatne oczy. Cichy odgłos niewiadomo skąd kapiącej wody przerywał przyjemny szelest jej skrzydeł.

- Jak się czujesz? – zapytała podrzucając w dłoni mały kamień.

- Nie jestem taki słaby, za jakiego mnie bierzesz – Sasuke uśmiechnął się kpiąco – Póki co jedynie kręci mi się w głowie.

Usłyszał, jak cicho się przemieszcza, nie był jednak w stanie niczego dostrzec. Zamknął oczy, poczuwszy nagle jej ciepły oddech na swej twarzy. Przyjemny zapach róż wdarł się do jego nozdrzy, potęgując zawroty.

- Z czasem będzie gorzej, wiesz?

- Martwisz się o mnie? – zapytał rozbawiony.

Głuchą ciszę podziemi wypełnij jej przyjemny śmiech.

- Nigdy się nie zmienisz – odparła, uspokoiwszy się nieco.

Nagle poczuł jej zimne, szczupłe palce przesuwające się po jego szyi. Musnęła ją delikatnie ustami.

- Mogę, prawda? – wyszeptała cicho.

Nie odpowiedział. Zacisnął usta gdy poczuł ostre ukłucie. Już po chwili słyszał, jak spokojnie i miarowo przełyka szkarłatną krew …

~~*~~*~~*

- Na pewno jesteś na to wszystko gotowa, Hinata? – poddenerwowana Rin biegała wciąż przy czarnowłosej, dopinając zamki jej obcisłego stroju – Nic się nie stanie, jeśli odpoczniesz jeszcze kilka dni …

- Nic mi nie jest – chłodny ton dziewczyny wywołał na twarzy złotowłosej wyraz głębokiego zmartwienia.

Zachowywała się tak od czasu wyjścia z komnaty Rasetsu. Kagamine wiedziała, że prawdopodobnie Hinata była po tak traumatycznych przejściach, iż jej osobowość zaczęła się stopniowo zmieniać.

- Wierzę w ciebie – powiedziała, gdy czarnowłosa wyminęła ją bez słowa, kierując się w stronę dużego okna – Pamiętaj, że zawsze możesz mnie odnaleźć podczas medytacji … – Hyuga odwróciła się powoli w jej stronę. Uśmiechnęła się niemrawo. Zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i postawiła krok w tył. Tyle wystarczyło, by w ułamku sekundy zaczęła spadać. Wiatr szarpał jej włosami i smagał ją po twarzy. Przed oczami mignął jej cały niebiański pałac, każde piętro, każde jedno okno. Ostatnim co zobaczyła przed wpadnięciem w gęstą mgłę chmur było słońce, które w tej samej chwili wymijało księżyc.

~~*~~*~~*

Otworzyła oczy biorąc gwałtowny wdech. Usiadła pospiesznie i rozejrzała się dookoła. Wokół dostrzegła przestrzeń na pozór nocnego nieba, usłanego tysiącami gwiazd. Ona sama siedziała zaś na lekkim szkle, przypominającym lustro. Podniosła się powoli i zwróciła wzrok na swoje szklane odbicie. Zamarła. Patrzyła w przepełnione nienawiścią i szaleństwem oczy czarnego anioła. Miał taką samą twarz, takie same oczy, lecz kompletnie nie mogła ona w nim ujrzeć siebie samej.

- Hinata … – istota w odbiciu zanuciła jej imię, przeciągając ostatnią sylabę.

- Odejdź! – krzyknęła Hinata odbiegając jak najdalej.

Odbicie jednak podążało wciąż za nią, niczym przerażający cień. Szepcząc i śmiejąc się z jej słabości.

- Czego chcesz?! Już dawno powinnaś nie istnieć! Nie jestem tobą! – Hinata z narastającą furią wpatrywała się w swoje mroczne wcielenie.

- Właśnie! – wrzasnęło odbicie, które jadowitym wzrokiem pożerało swoją nosicielkę – Myślisz, że mnie zgładziłaś?! Jestem twoją częścią! Nie istnieje światło, bez mroku! Nigdy nie istniałabyś, beze mnie! – cień wyciągnął dłoń w stronę Hyugi i chwycił się nogawki jej krótkich spodni.

- Nie! – krzyknęła czarnowłosa z całej siły zamachując się i pięścią uderzając w kruchą powłokę lustra.

Sieć charakterystycznych pęknięć pokryła w niesamowicie szybkim tempie całą przestrzeń. Poczuła, jak traci oparcie pod stopami. Z głośnym krzykiem spadała w nieprzeniknioną ciemność.

~~*~~*~~*

Głośny huk wystrzałów poniósł się po parterze bogato zdobionego w ciemne diamenty budynku. Z wcześniej łaknących krwi demonów pozostał jedynie szary popiół. Gaara schował broń z powrotem pod płaszcz.

Jest cicho … zdecydowanie zbyt cicho

Ruszył powoli w kierunku drzwi, lecz nagle głośny chrzęst szkła uświadomił mu, iż stoi na jakiejś ramce. Schylił się i odgarniając dłonią popiół sięgnął po ową rzecz. Szkło było stłuczone i całe zabrudzone. Biało-czarne zdjęcie otoczone metalową ramką przedstawiało cztery osoby. Kobietę o długich, czarnych włosach i szkarłatnych oczach, trzymającą na swych kolanach chłopca o turkusowych oczach. Obok niej stał zaś wysoki mężczyzna, którego twarzy nie mógł dostrzec, ponieważ była zadrapana. Opierał on ramiona na barkach starszego syna. Wpatrywał się w fotografię, badając uważnie każdy jej element, każdy jeden szczegół.

Nagle za jego plecami wybuchła niesamowita ilość mrocznej energii. Upuścił zdjęcie i odwrócił się gwałtownie, lecz w chwili gdy to zrobił, jego pierś przeszyła długa strzała, która nagle rozpłynęła się niczym mgła. Zakręciło mu się w głowie. Z cichym jękiem opadł na kolana, wznosząc swe gniewne oczy na oprawcę. Jego źrenice rozszerzyły się w szoku, gdy dostrzegł naprzeciw samego siebie, lecz o białych włosach i czerwonych niczym wino oczach.

~~*~~*~~*

- Rozrzuciłam w polach niczym ziarna

idee nieskończoności tego nędznego świata

pnie się niezmiernie szybko w kierunku światła

za cztery kwadranse wieczności przegoni nawet mnie

tik-tak, tik-tak, tik-tak …

Stworzyłam w końcu w tym świecie nowe słowo

„miłość” tak je nazwałam

lecz czy ja miałam do tego prawo

wszak nie jestem córką ludzi świata

tik-tak, tik-tak, tik-tak …

Przejmujący kobiecy głos płyną niczym najpiękniejsza melodia po kamiennej posadzce dworu. Niezwykle blada cera, kontrastująca z czarnymi włosami, zdawała się płonąć w blasku księżyca. Siedziała na eleganckim, czarnym krześle, wpatrując się w czerwone niebo widoczne za oknem. W swych ramionach trzymała małego chłopca o turkusowych źrenicach.

- Mamo … dlaczego niebo jest czerwone? – zapytał, przenosząc na nią wzrok.

- By przypominać nam o tym, że dusze nasze skąpane są w krwi  ofiar. Nie jesteśmy w stanie zmienić naszego losu i przeznaczenia … – uśmiechnęła się blado – Gaara, pora na sen. Gdzie jest Gray?

- Powiedział, że musi pomówić z ojcem.

Kobieta zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Przez chwilę trwała w kompletnym bezruchu. Nagle jednak jej twarz wykrzywiło przerażenie. Panicznym wzrokiem spojrzała na młodszego syna i chwyciła go mocno za rękę.

Zaciągnęła go na strych, gdzie schowała pomiędzy wielkim, starym łożem, a pękniętym lustrem.

- Mamo? – chłopiec spojrzał na nią nierozumiejącymi oczami.

- Kochanie zostań tutaj. Za żadną cenę się nie pokazuj, nie ważne co by się działo. Obiecujesz? – wyciągnęła w jego stronę mały palec.

- Obiecuję – podjął gest i cofnął się jeszcze bardziej w cień.

Kobieta wstała pospiesznie, ocierając łzy, które napłynęły do jej oczu. Ruszyła ponownie w stronę drzwi, gdy te nagle tuż przed nią otworzyły się gwałtownie.

- Gdzie on jest? – Gaara rozpoznał głos swego starszego brata.

Kobieta cofnęła się kilka kroków i wyprostowała dumnie.

- Czyja krew spływa po twych dłoniach Grayu? Czyżbyś zabił tego, kto ofiarował ci życie?

Głośny śmiech wypełnił całe pomieszczenie.

- Życie? Naszą egzystencję nazywasz życiem? Dlaczego … Dlaczego to jemu oddajecie wszystko?! Jestem pierworodnym! To ja powinienem zostać naznaczonym! To będzie moja wojna!

Gaara nic z tego nie rozumiał. Pierwszy raz słyszał u swego brata tak wielką wrogość, która napawała go przerażeniem aż do szpiku kości.

Nagle powietrze przecięła stal. Głuchy jęk kobiety odbił się wraz z wiatrem od ścian. Zatoczyła się, podtrzymując dłonią krwawiącą pierś. Zbliżyła się do kryjówki chłopca.

- Mamo…?

- Wybacz mi kochanie, nie potrafiłam cię ocalić we własnym domu – smutny uśmiech wpłynął na jej twarz – jednak wciąż mogę cię ocalić w innym świecie – dotknęła zakrwawionymi dłońmi jego szyi, kreśląc na niej tajemnicze znaki – uciekaj. Nie wracaj nigdy do tego ogarniętego grzechem świata. Znajdź szczęście, kochaj, żyj. Pamiętaj, że zawsze jestem przy tobie.

Wzięła dłoń z jego szyi i objęła go z całej siły.

- Zawsze …

Wtedy nagle chłopiec poczuł, jak ciało jego zaczyna się rozpływać i formuje się w małą, czarną kroplę. Zobaczył cień, który nagle pojawił się nad jego matką i błysk srebrnej stali. Nie było mu dane już więcej zobaczyć, ponieważ zaczął spadać. Coraz głębiej w ciemności, przebił się przez wrota otchłani i wpadł do nieznanego mu świata. Niesiony wiatrem, pod postacią małej, czarnej kropli, wpadł do serca pewnej kobiety, zamieszkującej wioskę piasku.

// Chyba na tym sobie skończymy, co? ^^ Brak weny mi dokucza, co niestety widać po tym rozdziale XD No ale cóż zrobić, taki los niespełnionej autorki bloga >.< I tak wyszedł całkiem długi, więc jestem z siebie dumna :D

A tak może odbiegnę od tematu ;D Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wam dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń, realizacji wytyczonych celów i oby ten następujący rok był lepszy od poprzedniego pod każdym względem. Merry Christmas ^^

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | 6 komentarzy

Gaara X Hinata Rozdział 42 ~ Prawdziwie nieAnielska Uczta

Księżyc oraz słońce powoli, lecz nieustannie zamieniały się miejscami. Teraz srebrna poświata padała na cały niebiański pałac, sprawiając, że skrzył się on pięknie. Znajomy, chłodny wiatr rozwiał długie, czarne kosmyki białookiej dziewczyny. Stała pośrodku rajskiego ogrodu, który jaśniał mistycznie w panujących teraz ciemnościach nocy.

- Piękny widok, nieprawdaż? Zatarcie granicy między dniem i nocą, następstwo jednego zaraz po drugim. Tylko wybrani mogą doświadczyć jego idealności. Tym właśnie jest. Ideałem. Tak samo, jak nasz gatunek, rozumiesz Hinata? – stojąca u boku Hyugi złotowłosa dziewczyna nerwowo bawiła się koronką swojej białej sukni.

Nie odpowiedziała. Wciąż nie mogła odwrócić wzroku od wielkiego, okrągłego księżyca, który teraz zdawał się być na wyciągnięcie ręki. Słyszała jak do niej szepcze, lecz nie rozumiała dokładnie co. Jego ciche słowa, wypowiadane jakby w innym języku, wdzierały się do jej umysłu, wywołując tym samym falę tajemniczego niepokoju.

Hinata wzięła głęboki oddech i siadając na srebrnej, lecz miękkiej trawie przeniosła wzrok na Kagamine.

- Rin proszę wyjaśnij mi to wszystko. Już niemal nic nie rozumiem – przyznała z wyczuwalnym w głosie strachem.

Złotowłosa spojrzała na nią nagle, jakby dopiero teraz dostrzegła w niej inną istotę. W oczach jej pojawiła się nagła troska. Przyklękła obok Hyugi i położyła dłoń na jej ramieniu.

- Jesteśmy w sferze Hinata. To niebiański pałac płynący w chmurach. Całkiem inny świat, inny wymiar niż ten, w którym żyłaś dotychczasowo. To dom aniołów. NASZ dom – odparła akcentując wyraźnie pierwsze słowo – Yume-sama stworzyła go dla nas, byśmy żyły w spokoju przed demonami i ich czarnymi sercami. Nie możemy pozwolić, by jej poświęcenie poszło na marne. Hinata musisz ochronić to miejsce, nas, sferę, cały świat …

- Nie mów tak! – krzyknęła białooka zaciskając dłonie w pięści – Nie należę do tego miejsca! Jestem człowiekiem, Rin! Człowiekiem! Kunoichi z wioski liścia, słabym ogniwem klanu Hyuga! Nie jestem idealną istotą tak jak ty! Nie obarczaj mnie takim brzemieniem! – mimo, że cała drżała, sprawiała wrażenie opanowanej.

- Hinata …

- Ja … czuję się taka pusta w środku – przyłożyła dłoń do swojej lewej piersi – wiem, że ono bije. Mogę to poczuć, a jednak … wiem, że coś jest nie tak. Nie wiem co. To uczucie mnie niszczy Rin. Mam wrażenie, że zabija mnie od środka – jej głos również drżał, a w perłowych oczach pojawiły się łzy.

- Hinata  spójrz na mnie – ujęła jej twarz w dłonie – Powinnaś dobrze wiedzieć, dlaczego tak się czujesz. Po tym wszystkim … przyznaj się sama przed sobą Hyuga – starła kciukiem spływającą po policzku łzę – to nie dlatego, że jeszcze nie straciłaś swego serca. Wciąż go kochasz, prawda?

Gdy tylko wypowiedziała te słowa, czarnowłosa zacisnęła wargi w wąską linijkę. Mimo tego  łzy jednak wypłynęły z jej oczu. Wtuliła się z całej siły w ramiona dziewczyny, czując pod palcami przyjemną miękkość piór. Złotowłosa z smutnym uśmiechem przeczesywała dłonią jej długie, czarne kosmyki.

- To nie sfera tak na ciebie działa. Twoje serce jest przy nim mimo tego, że jest teraz tak daleko. Rozumiesz teraz, dlaczego musimy się go pozbywać, prawda?

Na potwierdzenie tych słów dziewczyna wybuchnęła jeszcze głośniejszym płaczem, który długo jeszcze rozbrzmiewał w skrzącym się nocą ogrodzie.

~~*~~*~~*

Leżał spokojnie na dachu wysokiego wieżowca. Zaciągnął się głęboko trzymanym w prawej dłoni papierosem i wypuścił szary dym wprost w nocny nieboskłon usłany tysiącem gwiazd. Chłodny wiatr owiał jego twarz.

„Czyżby ten księżyc szeptał?”

Miał wrażenie, że słyszy ciche słowa, które niczym melodia płyną przez srebrzystą poświatę do jego umysłu. Czym jednak one były? Patrząc na tę wielką gwiazdę miał wrażenie, że widzi jej oczy. Te piękne perły. Mimo, że wyrzekał się tego całym sobą, wciąż czuł jej obecność. Jakby wiatr niósł za sobą jej zapach. Gdziekolwiek poszedł, cokolwiek zrobił, czuł ją przy sobie. I to właśnie uczucie spalało jego duszę na popiół.

Gdzieś na dole usłyszał znajome syki. Zaciągnął się ostatni raz i wyrzucił niedopałek gdzieś za siebie. Wstał niespiesznie i rzucił ostatnie spojrzenie w stronę migających gwiazd. Gdy ponownie przeniósł wzrok w dół, dostrzegł niewielką grupę istot, które na pierwszy rzut oka przypominały ludzi.

Gdy jego oczy przyjęły kolor soczystego szkarłatu, ujrzał ich demoniczne, prawdziwe oblicza. Wyjął obydwa srebrne pistolety, które wygrawerowane miały pędy kolczastych róż na bokach. Zrobił krok w przód i zaczął spadać w dół. Rozkoszował się niecodziennym uczuciem unoszenia się w przestrzeni. Gdy był już coraz bliżej wsparł nogi na pionowej i nieco poniszczonej ścianie budynku, po czym zaczął zbiegać po niej, rozpędzając się jeszcze bardziej. Wpadł w sam środek skupiska demonów.  Ruszył na dwa stojące najbliżej. Wystarczyły trzy wystrzały. Kolejne trzy nadchodziły od tyłu. Odskoczył więc w bok i z rozpędem wyjął przyczepione do swego boku ostrze, które przecięło owe istoty w pół. Z pozostałymi kilkoma poradził sobie równie szybko.

Wzniósł oczy w górę i między budynkami dostrzegł wysoką budowlę, kształtem przypominającą skrzydła. Uśmiechnął się do siebie.

- Nadchodzę braciszku – w szkarłatnych oczach mignął blask szaleństwa.

- Widzę, że świetnie sobie radzisz jako łowca demonów Gaara – znajomy głos sprawił, że zatrzymał się gwałtownie w miejscu.

O wejście starego magazynu opierał się złotowłosy chłopak. Ubrany był w długie, ciemne buty i czarne spodnie. Jego klatka piersiowa była zaś naga. Całą nią, tak samo jak plecy, przyozdabiał symbol czerwonookiego kruka. Chłopak uśmiechał się ironicznie, jednak jakby z ukrywanym szacunkiem.

- Kagamine – pustynny demon również uniósł kąciki ust w nieznacznym uśmiechu – Przyszedłeś obserwować, jak zostaję władcą? Czy może chcesz mi pomóc?

- Raczej sprawdzić, czy jeszcze żyjesz. Ja swoją rolę będę miał do odegrania dopiero w niedalekiej przyszłości – jego wzrok stał się nagle jakby przepełniony troską.

Gaara obserwował go w skupieniu. Nie rozumiał jego poważnego tonu, ani zmartwień. Przecież są w świecie, gdzie tego typu zachowania nie powinny istnieć.

- No nic. Trzymaj się, No Sabaku. Gdy już wygrasz, zobaczymy się po raz kolejny – chłopak uniósł dłoń do góry i nagle otoczyły go tajemnicze cienie – Aha, zapomniałbym. Radzę ci się pospieszyć. W przeciwieństwie do ciebie, życie Uchihy ma swój limit – jego sylwetka rozpłynęła się w panującym dookoła mroku.

~~*~~*~~*

- Rin … źle się czuję. Nie możemy jeszcze tego odwlec o jakiś czas? – jęknęła Hinata, przyglądając się swojemu lustrzanemu odbiciu.

- Dobrze wiesz, że nie – zirytowana złotowłosa posłała jej gniewne spojrzenie.

Kończyła właśnie poprawiać czarne kimono, które przyozdabiało Hyugę. Jej długie włosy upięła w wysoki kok, a kilka poskręcanych kosmyków puściła luzem. Naniosła również delikatny makijaż sprawiając, że jasna skóra wręcz świeciła teraz w ciemnościach, a czerwone usta odcinały się na niej wyraźnie.

- Chyba gotowe … – Kagamine zmarszczyła brwi oglądając swoje dzieło z każdej strony.

- Rin proszę powiedz mi o co dokładnie chodzi … – błagalny ton Hinaty nie robił na niej wrażenia.

Chwyciła ją za dłoń i pociągnęła w stronę spowitych cieniem korytarzy pałacu. Kryształowe ściany co chwilę przyozdabiały kandelabry ze świeczkami, które malowały na nich tańczące kształty.

- Rin …! – Hinata już niemal drżała ze strachu.

Dziewczyna wciąż nie przerywając szybkiego marszu westchnęła głośno.

- Aby sfera utrzymywała swoją idealność i nieskalanie, potrzebne są istoty, które zbilansują równowagę między dobrem i złem. Skoro jesteśmy postaciami światła, potrzebujemy istot, które wezmą na siebie cały nasz mrok. To właśnie są Rasetsu. Upadłe anioły, które żywią się sercami oraz emocjami i utrzymują równowagę w naszym świecie.

Hinata nie odpowiedziała. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie może ukazywać swojej słabości. Mimo to w środku drżała panicznie z ogarniającego ją strachu.

- A gdzie są te wszystkie anioły? Jak dotąd spotkałam tylko ciebie i Naruto.

- Mieszkają w niższych poziomach sfery. Jesteśmy teraz na samym szczycie. Tylko wybrani mają tutaj wstęp. To zaszczyt Hinata. Poznasz je, jednak nie teraz.

Skręciły nagle gwałtownie i znalazły się w wysokim i ciemnym korytarzu, na którego końcu Hyuga dostrzegła wielkie, obite purpurą drzwi. Im bliżej nich była, tym bardziej ochotę miała uciec. Serce waliło jej niczym oszalałe.

- Jesteś gotowa? – zapytała Rin kładąc dłoń na klamce.

- Nie …! – szepnęła panicznie białooka, lecz było już za późno.

Zmusiła się, by przekroczyć próg, a wtedy masywne drzwi zamknęły się za nią z głuchym trzaśnięciem.

Zapanowała niczym nieprzenikniona ciemność, w której słyszała tylko i wyłącznie bicie swego roztrzęsionego serca.

Nagle jednak wyczuła bardzo blisko siebie czyjąś obecność. Przerażającą, spowitą mrokiem. Miała wrażenie, że czuje oddech owej postaci tuż przy swym policzku.

Kilka metrów przed nią nagle znikąd pojawiło się światło, w którym dostrzegła jakąś sylwetkę. Była od niej nieco wyższa i kształtem przypominała człowieka, lecz głowa jego przypominała postać lisa. Ubrany był w czarne kimono i wyciągnął w jej stronę maskę, która przedstawiała takie samo zwierzę. Przezwyciężyła swój strach. Podeszła niepewnie w jego stronę i założyła ją tak, iż zasłaniała tylko połowę jej twarzy. Nagle usłyszała ciche echo muzyki. Rozejrzała się wokół, lecz nic nie mogła dostrzec. Tajemniczy Rasetsu zniknął. Ruszyła więc niepewnie przed siebie, szukając źródła tajemniczej melodii.

A więc i dzisiejszego wieczoru bawmy się na uczcie,

nie zważywszy na nasze statusy społeczne

Zaprośmy wszystkie nawet najgorsze biesy

W miejscu, gdzie odbędzie się nasz bankiet

Upodlone zostanie nasze bestialstwo

Wynikające z niewinności

Przerażające szepty zgodnym chórem podniosły się po ogromnej komnacie. Błądziła na oślep, nie mogąc znaleźć drogi i wciąż nasłuchując niepokojącej melodii … Nagle gwałtownie ktoś chwycił jej dłoń. Z jej ust wyrwał się krzyk, lecz w ostatniej chwili go stłumiła. Taka sama sylwetka, jednak teraz z głową kota, wirowała z nią w przerażającym i szaleńczym tańcu.

Kot który stracił jedną łapę głośno się śmieje

Piękna panienko pobawmy się

Czerwony sznur zwisający z jego szyi

Nie zastąpi mu niestety brakującej łapy

Przerażające szepty zdawały się napływać z każdej strony, idealnie harmonizując się z melodią. Nagle szalony kot zniknął. Dziewczyna gwałtownie zaczerpnęła powietrza. Zamknęła oczy i zacisnęła pięści. „Teraz nie ma już odwrotu” Ruszyła przed siebie, a wtedy drogę przed nią rozświetlił jakby mały most. Ruszyła wzdłuż niego, starając się nie patrzeć w dół.

Długi rząd przerażających sotób śpiewa

Piękna panienko zatańczmy razem

Kwitnące w tajemnicy u stóp jej kwiaty

Wykrzywiają się i głośno płaczą

Czarnowłosa potknęła się i wpadła na coś miękkiego. Leżała na zielonej trawie, którą przyozdabiały śnieżne kwiaty likorysu. Nagle jednak zaczęły one opływać szkarłatną krwią, więc poderwała się jak najszybciej z miejsca i pobiegła przed siebie.

Serce tak głośno dudniło w jej piersi, że niemal rozsadzało jej klatkę piersiową. Miała wrażenie, że powoli traci zdrowy rozsądek. Nagle pojawił się przed nią ponownie lis. Ujął mocno jej dłoń i pociągnął za sobą. Znaleźli się przy wielkim stole. Był niesamowicie długi i okryty czerwonym obrusem. Wzdłuż niego siedziały przeróżne, powykrzywiane w przerażających uśmiechach Rasetsu. Usiadła na głównym miejscu, a lis stanął obok i klasnął w dłonie.

Na tym idiotycznym pokazie klaśnijmy w dłonie

A potem wrzućmy ofiarę w ogień

Zamknijmy kota za drzwiami które sam otworzył

Tak jak demony czynią by skosztować krwi węża

Tak i my rozdzieramy gardła by skosztować blasku anioła

Wszystek jest niestały

Nawet podczas gdy mówię wszystko się zmienia

Ale o czym to ja właściwie mówiłem?

Jego przerażający szept dokładnie słychać było w całej komnacie. Rasetsu wybuchnęły głośnym śmiechem, wywołując tym samym ogłuszającą kakofonię dźwięków.

Gwałtownie wszystko zniknęło. Znów stała sama pośród wszechogarniającej ciemności. Wstrzymała oddech, gdy poczuła ciepłe powietrze na swej twarzy.

A więc użycz mi swego życia

Córko Przeznaczenia

Lis wyłonił się nagle z mroku i nim zdążyła zareagować, przebił dłonią jej klatkę piersiową. Ostatnim, co zobaczyła, było jej bijące serce zamknięte w jego szponach. Potem nastała nieprzenikniona ciemność.

// Wooow, nie wierzę, że to skończyłam >.< Taki mega niekontrolowany impuls, nagła wena i tu coś takiego. Zdecydowanie odbiegam teraz od tematyki ninja, co nie? :D Co myślicie o tym rozdziale? Powinnam coś zmieniać, lub poprawiać? Czekam na wasze opinie i komentarze ^~^

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | 11 komentarzy

Gaara X Hinata Rozdział 41 ~ Sfera

 Z dedykacją dla Akane

Spadała wciąż w dół, niczym mała, bezwładna lalka. Wiatr szarpał jej włosami, dopóki nie wpadła w nieprzeniknione, wypełnione światłością wody. Dopiero wtedy wówczas odzyskała kontrolę nad swym ciałem. Poczuła, jak zimna toń wypełnia jej usta. Zamknęła oczy.

Minęła sekunda, czy może godzina? Dziewczyna unosiła się teraz na lekko falującej powierzchni wód. Oddała się ich kierunkowi, wzdychając głośno. Gdy przekręciła głowę nieco w prawo, dostrzegła wielką, wypełnioną światłem kulę, którą okazało się być słońce. Migając na horyzoncie barwiło wodę tysiącami kolorów.

Czarnowłosa wciąż w swej głowie słyszała delikatną melodię, jakby dzwonienie tysięcy dzwoneczków, które wygrywały nuty brzmiące w jej duszy. Melancholijne i rozpaczliwe, a jednak puste. Mimo burzy szalejącej w duszy, miała wrażenie, iż jej serce płynie gdzieś obok. Jest nie w tym miejscu, w którym powinno być. Jednak jeśli nie przy niej, to gdzie jest jego miejsce?

Przeniosła wzrok nad siebie, wpatrując się perłowymi źrenicami w złote promienie słońca. Czy to prawda? Czy ich serca połączył tylko mrok i blask? Czy te uczucia, które były dla niej wszystkim … okazały się być kłamstwem?

Poczuła się nagle niesamowicie lekka. Przymknęła oczy biorąc głęboki wdech. Chwilę potem, światłość całkowicie ją pochłonęła.

*~~*~~*~~*

Przyjemny dotyk wiatru, niczym dłoń przesuwająca się w zatroskanym geście po policzku białookiej sprawił, że westchnęła cicho.

Gdy umrze nadzieja, blasku i mroku

O świcie, obleczona w grzech

Miłość przeleje niewinną krew

Serce choć młode, spali się w proch.

A świt znów zawita w piekielnej otchłani.

Dając nadzieję nadchodzącego jutra … 

- Mamo … – mruknęła niewyraźnie przypominając sobie słowa pieśni, które Hisana zawsze śpiewała jej o świcie.

Wybudziła się nagle ze snu, siadając gwałtownie. Niepewnym wzrokiem rozejrzała się wokół, lecz widoczność ograniczały jej jedwabne zasłony, które okrywając łóżko lekko tańczyły na wietrze. Rozsunęła jedną z nich i dotknęła stopami zimnego stopu kryształów, który przyozdabiał podłogę. Ściany również wykonane były ze szlachetnego kamienia, lecz miał on nieprzenikniony, turkusowy kolor. W pomieszczeniu prócz łóżka, znajdowała się jeszcze duża komoda, równie wielkie lustro, niski stoliczek, góra poduch rozrzuconych na podłodze, oraz wyjście na taras. Pierwsze swe kroki skierowała właśnie tam. Pchnęła niepewnie drzwi z ciemnego szkła, nie wiedząc, czego może się spodziewać. Gdy tylko przyzwyczaiła swe oczy do jasnego światła, wciągnęła głośno powietrze, gdyż widok który zastała pozbawił ją tchu.

Przed nią bowiem znajdował się pięknie urządzony ogród. Idealnie zielony żywopłot okalał to piękne miejsce. Drużka usypana była z małych, świecących bursztynów. Wśród niskich, błyszczących drzew dojrzeć można było przeróżne kwiaty. Każdy z nich emanował jakimś pięknym kolorem. Na środku ogrodu znajdywało się średnich rozmiarów jezioro, które roztaczało niebieską poświatę. Przy niskiej, srebrnej trawie unosiła się niebieskawa mgła. Jednak najbardziej niesamowitym było, iż miejscem jej pobytu był niesamowitych rozmiarów pałac, po którego prawej stronie wznosiło się piękne, jaśniejące słońce, zaś po prawej tajemniczy księżyc. Granica dnia i nocy, tak zwane niebo.

- Przebudziłaś się już, Hinata-sama? – do jej uszu dobiegł znajomy głos.

Odwróciła się gwałtownie, wpadając wprost w ramiona swego biju.

- Kiryuu-sama! – uśmiechnęła się promiennie, wtulając w jego klatkę piersiową.

Poczuła, jak swymi dłońmi gładzi ją delikatnie po włosach.

- Dostałaś się do niebiańskiego pałacu. Jestem z ciebie dumny Hinata-hime. Wiem, jak dużo kosztowała cię ta decyzja …  - na jego skroni pojawiła się zmarszczka zmartwienia.

- Zrobiłam to, co było mi przeznaczone – uśmiechnęła się, lecz po jej policzkach spłynęło kilka łez.

- Moja mała Hime – przyciągnął ją do siebie, mocno obejmując ramionami.

Rozpaczliwie chwyciła się jego srebrnego kimona, do którego przywarła z całej siły. Wszystkie emocje wróciły do niej ze zdwojoną siłą, uchodząc z jej wnętrza w postaci łez. Drżała od szlochu, a biały kitsune wiernie trzymał ją w swych ramionach, dopóki ostatnie słone krople nie skapnęły z jej jasnej twarzy.

- Już w porządku? – zapytał, odsuwając ją nieco i ścierając kciukiem ostatnie ślady łez z jej policzków.

Wtuliła twarz w jego dłoń i pokiwała twierdząco głową.

- Kiryuu-sama dlaczego mogę cię dotknąć? Przecież nie jesteśmy już w mojej duszy, prawda? – zapytała, gdy ruszyli powolnym krokiem wgłąb ogrodu.

- Jesteśmy w Sferze Hime. To miejsce przez ludzi zwane jest niebem. Tutaj nie jesteś już kunoichii liścia, członkinią Hyuga czy Anbu, nie jesteś już nawet w gruncie rzeczy moją jinchuuriki, lecz wciąż jesteśmy połączeni.

- Kim więc jestem?

- Teraz jesteś nadzieją świata, ponownym wcieleniem matki niebios Yume. Teraz jesteś wreszcie sobą. Naznaczoną potomkinią najpotężniejszej z aniołów – wyjaśnił lis, machając w niezadowoleniu swymi ogonami.

Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Zawiesiła wzrok na księżycu.

- Tak wiele tych zmian, tego wszystkiego. Nie wiem czy sobie poradzę … Czuję się, jakby ktoś odebrał mi coś ważnego. Brakuje mojego serca … – przyłożyła dłoń do swej piersi – Nie czuję go – dodała drżącym głosem.

Lis wyraźnie posmutniał. Jego zawsze roześmiane i błyszczące oczy teraz przygasły, jakby chciały skryć gdzieś w sobie prawdę, która właśnie wychodziła na jaw.

- Anioły nie mają serc. Są istotami doskonałymi, niesplamionymi grzechem. Już podczas dnia narodzin serca są im wycinane, gdyż są one miejscem kumulowania się uczuć i emocji. Tak czyste stworzenia nie mogą odczuwać negatywnych emocji … rozumiesz?

Źrenice dziewczyny rozszerzyły się pod wpływem szoku. Zatrzymała się w pół kroku, a jej usta otworzyły się, lecz nie padło z nich żadne słowo.

- Czy ja … czy ze mną też…? – nie mogła dobrać słów, bojąc się ostatecznej prawdy.

- Twoje serce również musi zostać zniszczone.

Nie wiedziała, że te słowa podziałają na nią aż tak mocno. Już raz wszystko zostało jej skradzione, łącznie ze wspomnieniami. Czy teraz czeka ją to samo?

„Nie chcę … Nie chcę!”

W przypływie strachu i paniki odwróciła się gwałtownie w stronę pałacu i nie zważając na krzyk i nawoływanie kitsune wbiegła ponownie do pokoju. Zatrzasnęła za sobą drzwi, lecz wciąż nie czuła się bezpieczna. Gnana własną słabością i swym strachem wybiegła na długi korytarz i wzrokiem odszukała długie, kryształowe schody. Uciekała wciąż nie wiedząc nawet dokąd. Uciekała przed własnym strachem. Gdy dobiegła na jedno z niższych pięter zobaczyła, jak na drugim końcu korytarza miga jej znajoma sylwetka. Puściła się pędem w jego stronę.

- Naruto!

Nim chłopak zareagował objęła go mocno od tyłu, wtulając się w jego plecy i panicznie drżąc. Wyswobodził się delikatnie z jej uścisku i zaraz poczuła, jak zamyka ją w swych ramionach, głaszcząc uspokajająco po głowie.

- Już o wszystkim wiem Hina. Nie martw się. Jestem przy tobie, jestem tu – szeptał uspokajająco.

- Hinata – znajomy, melodyjny głos sprawił, że odwróciła gwałtownie głowę.

Przed nią stała Rin.. Jej włosy nieco pojaśniały, lecz wciąż były tak samo krótkie. Miała na sobie długą, białą suknię, a na plecach Hyuga dostrzegła małe skrzydła.

Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie i chwyciła czarnowłosą za dłonie.

- Nie martw się Hinata-chan. Wreszcie jesteśmy w domu! Wszystko będzie w porządku, zaufaj mi.

Jej delikatny ton i ufne spojrzenie sprawiły, że jej umysł zalała nagle fala pokoju. Uśmiechnęła się słabo zaciskając palce na dłoniach przyjaciółki.

- Witaj Rin…

// Witam serdecznie wszystkich :D Wiem, ze krótko i słabo w dodatku, ale sami wiecie jak to jest: szkoła, nauka i brak czasu dla samej siebie. Staram się jak tylko mogę, a wciąż nie wychodzi mi najlepiej. Mam nadzieję, że ogarniacie w miarę to, co się teraz dzieje? :D Postaram się publikować notki mniej więcej raz na dwa tygodnie, w czasie świąt i ferii pewnie będą pojawiać się nieco częściej. To chyba na tyle :D Czekam na wszelką krytykę, która jest mile widziana ^^

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | 12 komentarzy

Gaara X Hinata Rozdział 40 ~ Witaj w Piekle

~~*~~*~~*

Rozdział z dedykacją dla Violi. Dziękuję Ci za wszystko. Za nasze rozmowy, za Twoje blogi, za to, że wreszcie mogłam poznać osobę, która jest moim całkowitym przeciwieństwem ^^ Dziękuję Ci.

~~*~~*~~*

Ciemność. Wszechogarniająca, czarna przestrzeń. A pośród niej on, spada wciąż w dół … pogrążając się w niej. Nagle jakby powietrze zmieniło konsystencję. Wpadł w chłodne otchłanie wody. Opadał powoli, coraz niżej i niżej. Jego turkusowe źrenice rozszerzyły się, gdy poczuł, jak zaczyna brakować mu tchu. Był jednak za słaby, a jego ciało zbyt ciężkie. Chwycił się jedną dłonią za szyję, jakby mając nadzieję, że pomoże mu to na nowo odzyskać oddech. Nie pomogło. Ból w płucach był coraz większy. Odruchowo spróbował zaczerpnąć powietrza, a wtedy lodowata woda wdarła się do jego ust. Przez chwilę panika błysnęła w jego oczach, szybko stłumiona przez opanowanie. Ujrzał nagle przed sobą jakiś jasny blask. Poczuł, jak opada ciężko na piaszczyste dno. Zamknął oczy, chcąc jedynie zapaść w długi sen.

Nagle jakby wszystko minęło. Poczuł na swej twarzy pojedyncze krople deszczu. Gwałtownie otworzył oczy. Ujrzał nad sobą szare niebo, okryte czarnymi chmurami. Nieco dalej na wschodzie dostrzegł wielkie, czarne słońce, które rzucało na całą krainę cień, kąpiąc ją w szarym odcieniu i pozbawiając jakichkolwiek innych kolorów. Usiadł i wyprostował się, rozglądając jednocześnie na boki. Nigdy nie widział tak odmiennego miejsca. Wysokie budowle, zdawały się sięgać nieba. Niemal na każdej z nich zamieszczony był jakiś wielki ekran, na którym skąpo ubrana kobieta prezentowała jakiś produkt. Wokół niego przechodzili ludzie. Nie wyczuwał w nich jednak życia. Ich oczy były martwe. Poruszali się niczym marionetki. Było ich mnóstwo, a jednak żaden nie zamienił słowa z drugim. Jakby dla siebie nie istnieli.

- Obudziłeś się już? – odwrócił się gwałtownie, słysząc za sobą znajomy głos.

- Shine? – pustynny demon zdumiony wpatrywał się w dziewczynę – Co to jest za miejsce? Gdzie ja jestem?

- Jeszcze się nie domyśliłeś? – dziewczyna przykucnęła obok niego, kołysząc się na piętach – Jesteśmy w piekle.

Te słowa wywołały u niego szok. Po raz kolejny rozejrzał się dookoła.

- Widzisz te stworzenia? – dłonią wskazała ludzi – To dusze, które cierpią. Zamknięte są w sztucznych, ludzkich ciałach. Muszą żyć w tym przeklętym świecie, gdzie nie ma następstwa dnia i nocy, wiosny czy zimy, słońca czy księżyca. Każda chwila w tej wieczności wygląda tak samo, a oni skazani są na egzystowanie w tym świecie, nie mogąc zmienić niczego w swoim życiu. Są zagubieni, straceni i samotni. Nie dostrzegają bowiem siebie nawzajem – dziewczyna spojrzała na nich smutnym wzrokiem – Samotność to kara gorsza od nie istnienia.

Wstała i wyprostowała się. Dopiero teraz dostrzegł to, że się zmieniła. Jej długie, śnieżne włosy, skróciły się i zamieniły w płynną czerń. Ubrana była w krótkie spodenki i czary top, na który narzuciła ciemną siateczkę. Z tyłu dostrzegł małe, czarne skrzydła. I również jej oczy, zawsze w kolorze delikatnej czerwieni, teraz wyglądały jak płynna plama krwi, która wciąż miała przerażający połysk.

- Wstawaj, idziemy – spojrzała na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy i podała mu dłoń, którą po chwili chwycił.

Przeprowadziła go przez tłum ludzkich marionetek, wąskie uliczki i kilka skrzyżowań, gdy doszli nagle do starego z wyglądu budynku. Ze środka napływało głośne dudnienie, które widoczne było poprzez drżące kamienie.

Dziewczyna westchnęła głośno i z całej siły pociągnęła drzwi, za którymi już po chwili zniknęła. Gaara chwycił za klamkę i również wszedł do środka. Od razu uderzyła w niego fala niesamowicie głośnej muzyki. Dojrzał Shiro, gdy kroczyła korytarzem. Od razu podbiegł do niej i bez jakiegokolwiek słowa podążał za nią. Gdy weszli na główną salę nie mógł uwierzyć oczom, pierwszy raz widział takie miejsce. Ciemne ściany co chwile błyskały rozświetlane stroboskopami, na środku był ogromny parkiet, na którym tańczyły setki stworzeń. Na pewno nie byli to ludzie, chodź przypominali ich wyglądem. Pod sufitem podwieszone były klatki, w których tańczyły skąpo ubrane dziewczyny, przebrane za anioły. Obok był wielki, podświetlany neonowo bar, w którym dojrzał rozmaite szkła i alkohole. Kilka osób po drodze spojrzało na niego nieprzychylnie, do dziewczyny jednak się uśmiechali. Nie widział jej reakcji, ponieważ szła tyłem do niego. W końcu przeszli przez całą salę i znaleźli się w na schodach. Dziewczyna zaprowadziła go na najwyższe piętro, a tam otworzyła drzwi i wprowadziła go do bogato urządzonego pokoju. Usiadła na szerokim, granatowym fotelu i nalała do stojących na stoliku szklanek alkoholu. Upiła łyk i rozsiadła się wygodniej, patrząc na niego z cieniem uśmiechu.

- Witamy w Tokyo, inaczej znanym jako piekło – na widok jej uśmiechu przeszły go dreszcze – Cały ten świat stworzony jest tylko z tego jednego miasta, gdyż jest ono nieskończone. Oprócz pokutujących tu dusz w ciele ludzi, znajdziesz również miejsca jak te – wskazała dłonią na podłogę – to miejsca spotkań demonów.

Gaara usiadł naprzeciw niej i również sięgnął po alkohol, który opróżnił jednym łykiem. Spojrzał na nią wyczekująco.

- Jaka jest moja rola do odegrania w tym świecie?

Dziewczyna nalała sobie drugą porcję.

- Jesteś prawowitym władcą tego miejsca. Teraz przejdziemy do trudniejszej części tej historii, więc słuchaj uważnie – upiła łyk patrząc się uważnie w jego oczy – Zanim ty i Hyuga zostaliście urodzeni w świecie Shinobi, egzystowaliście w innych rzeczywistościach. Oczywiście Hinata wychowywana była w niebie, a ty w piekle. Oboje nosiliście naznaczenia na duszach, więc jasnym było, że jesteście ponownymi wcieleniami Yume i Hotaru. Mieliście spokojnie istnieć w tych światach, nigdy nie dowiadując się o swoim istnieniu, jednak wszystko się … pokomplikowało – wzięła kolejny łyk alkoholu – Twój starszy brat Lucius chciał przewodzić armii demonów w nadciągającej wojnie. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że to ty właśnie otrzymałeś naznaczenie, dlatego też zabił najpierw waszą matkę, następnie ojca, a potem każdego, kto wszedł mu w drogę. Przejął władzę nad tym miejscem. Twoim obowiązkiem jest ją odzyskać. Ty jesteś prawowitym władcą. Tylko ty możesz wygrać wojnę. Tylko za tobą pójdą pozostałe demony. Dlatego teraz, musisz zabić swego brata i wszystkich jego sprzymierzeńców. Najłatwiej rzecz ujmując: Muszę z ciebie zrobić łowcę demonów.

Gaara słuchał cały czas w skupieniu, wpatrując się w nią. Nie wiedział, jak ma na to wszystko zareagować. Jego cały świat zmienił się diametralnie w zaledwie dwie doby. Dziewczyna, za którą gotów był oddać życie, odeszła, by powrócić po kilku miesiącach i go zabić w wielkiej wojnie aniołów i demonów. Miał wcześniejsze życie, którego nie pamięta, w dodatku jest reinkarnacją najwyższego władcy demonów i właśnie trafił do piekła.

- Gaara! Kontaktujesz? – dziewczyna pstryknęła mu palcami przed twarzą.

- Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć – westchnął głęboko.

- Nie musisz myśleć, tylko działać – odpowiedziała od razu i podniosła się z fotela.

Podeszła do wielkiej szafy. Kłódkę, która zabezpieczała wejście rozwaliła jednym uderzeniem pięści. Wyjęła z niej ciemne spodnie, szary, długi T-shirt i płaszcz, które rzuciła chłopakowi.

- Przebieraj się – mruknęła dalej przerzucając zawartość szafy.

Chłopak bez słowa sprzeciwu wykonał polecenie. Wtedy też podeszła do niego z obładowanymi rękami. Ułożyła wszystko na kanapie i wzięła czarny pas. Przypięła go do jego spodni, a wtedy wzięła w dłonie dwa metalowe urządzenia, których Gaara wcześniej nigdy nie widział.

- Bloody Rose, zawsze niezawodna, masz w tylnej kieszeni dodatkowy magazynek, srebrne, małe naboje  o dużej prędkości i dalekim zasięgu – wzięła pistolet do ręki – Tutaj odbezpieczasz, naciskasz spust – wycelowała i strzeliła w okno, które przyozdabiało całą ścianę. Głośny huk najpierw oszołomił chłopaka, potem jednak wywołał na jego twarzy znajomy, przybliżony do szaleńczego, uśmiech.

Dziewczyna dostrzegając jego reakcje zaśmiała się cicho. Wpięła pistolety w jego pas, a następnie przeszła do kolejnej broni. W jej dłoniach znalazł się mały kwadracik.

- Ostrze Spardy, niezwykle precyzyjne i gładkie cięcie, tutaj uruchamiasz – wcisnęła przycisk, a mały kwadracik w jednej chwili zamienił się w długie ostrze, które ciągnęło za sobą czerwoną poświatę. Również i tę broń wpięła w jego pas.

- A teraz najlepsze, czyli umiejętności – dodała z błyskiem fascynacji w oku. Stanęła niebezpiecznie blisko i zarzuciła chłopakowi ręce na szyję przyciągając go do siebie. Dojrzał jej drapieżny uśmiech. Dziewczyna przejechała językiem po jego szyi, a gdy odnalazła puls, wgryzła się w niego, wywołując na twarzy chłopaka grymas bólu. Przytrzymał ją jednak i słuchał, jak w ciszy połyka jego krew. Gdy się odsunęła, dostrzegł, jak sylwetka kruka na jego ramieniu rozrasta się tak, że pokrywa całą jego rękę. Dostrzegł w stojącym naprzeciw lustrze, jak jego wiecznie czerwone włosy przyjmują czarny kolor, a turkus źrenic ustępuje miejsca skrzącemu się w ciemności szkarłatowi.

- Hej Gaara! – zawołała odrywając go od lustra – Chodź tutaj!

Chłopak posłusznie stanął obok niej, przed zniszczonym oknem. Odłamki szkła chrzęściły pod jego stopami.

- Widzisz te dwie wierze na horyzoncie? – zapytała.

Chłopak wytężył wzrok.

- Te, które przypominają skrzydła aniołów?

- To siedziba Luciusa. Wiesz co masz robić … – posłała mu swój rozbawiony uśmiech.

Po raz pierwszy raz w  życiu poczuł sie, jakby ktoś zdjął wreszcie krępujące go kajdany. Srebrny piasek zawirował w powietrzu. Szaleństwo na dobre wstąpiło do jego oczu i przyozdobiło jego twarz niepokojącym uśmiechem.

Dziewczyna z głośnym śmiechem wypchnęła go z okna. Spadał w stronę zatłoczonej ulicy. Wykonał jednak kilka przewrotów w powietrzu. Przebiegł kilka kroków po pionowej ścianie, a wtedy odbił się od niej z impetem i wskoczył na dach jakiegoś budynku.

Shiro wpatrywała się w jego sylwetkę, dopóki nie zniknął na horyzoncie. Zdążyła jeszcze tylko zobaczyć, jak chłopak wyskakuje wysoko, wyjmując zza pleców pistolety i puszcza serię w stronę skrytych w cieniu postaci. Na niebie pojawiła się długa czarna plama, zwiastująca o obecności śmierci.

Będziesz miała teraz niezłe widowisko, co?

~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*

Jezu … jak teraz to czytam to sama nie wiem co ćpałam XD Totalny spontan. Pomysł nawiedził mnie wczorajszej nocy i nie mogłam przestać o tym myśleć. A jakie jest wasze zdanie? Mocno skopałam, czy podoba wam się taki obrót spraw? Jest tu w ogóle ktoś jeszcze? Czekam niecierpliwie na wasze komentarze :3

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | 6 komentarzy